Czy tylko Bóg wybacza?

Film Refna, choć estetycznie znakomity, znalazł się pod ostrzałem wielu frustrackich bluzgów, których naczelnym zarzutem było oskarżenie o bełkotliwość i pseudointelektualizm fabuły. Czy da się ocalić jego intelektualne przesłanie?

Słońce Zachodu zachodzi na Wschodzie

Rzadko dostrzega się, że film zawiera subtelną konfrontację Zachodu i Wschodu. Zachodni przybysze nie są przedstawieni jako wszechmocni kolonizatorzy lub podróżnicy niosący światło cywilizacji. Z jednej strony są poranionymi sierotami, których relacje rodzinne i społeczne są poważnie zaburzone. Stąd wyraźna obecność w filmie freudowskich motywów kazirodztwa, kompleksu Edypa, fantazji o powrocie do matczynego łona. W tym przypadku Daleki Wschód miałby być spokojną przystanią, w której łagodzić można cywilizacyjne choroby Zachodu. Z drugiej strony przybysze z Zachodu jawią się jako wyjęci spod prawa wykolejeńcy, dla których Wschód ma stać się miejscem schronienia przed wyrokami sprawiedliwości.

W podobnie dualistyczny sposób ukazany jest także świat Dalekiego Wschodu. Gdy w pierwszych scenach filmu, brat Goslinga deklaruje chęć spotkania się z diabłem, to oznacza to konfrontację z przesłoniętym półmrokiem światem powszechnej prostytucji dziecięcej i wszechobecnej przemocy. Oniryczne światła filmu odkrywają to oblicze skrywane za słońcem oficjalnych broszur turystycznych. Jednakże świat azjatyckiego Wschodu jawi się także jako ostatnia ostoja szlachetnych cnót i rycerskiego etosu, którego ucieleśnieniem jest policjant Chang. Kto wygrywa w tej konfrontacji? Nieoczekiwanie okazuje się, że poobijani ludzie Zachodu są nadal wystarczająco silni, by zdominować przeciętnych mieszkańców przemykających ciemnymi ulicami miast. Natomiast w konfrontacji z obrońcami starych cnót, ludzie Zachodu zostają totalnie zgniecieni, co pokazuje walka Changa i Goslinga.

Duchowość w świecie bez Boga

Tytuł filmu wydaje się być zwodniczy, gdyż jego uniwersum jest światem wyraźnie obywającym się bez Boga. Bezpośrednie motywy religijne pojawiają się tylko na marginesach filmu, w skromnych aluzjach i podtekstach. Przy odrobinie wysiłku można jednak przedstawionym wydarzeniom nadać interpretację religijną i zrekonstruować filmową duchowość. Kwestią sporną pozostaje to: czy interpretować film w kategoriach religii chrześcijańskiej czy też kultów dalekowschodnich? Podążę drogą chrześcijańską, gdyż jest mi lepiej znana.

W pierwszej kolejności należy podkreślić, że w filmie nie pojawia się Bóg. Nie jest nim inspektor Chang, który posiada wyjątkowe zdolności i jest nietykalny. Jest on raczej jedynie wyjątkowym reprezentantem dobra i sprawiedliwości, który jednakże cały czas kieruje się logiką spłaty długów (oko za oko), dlatego słusznie jest nazywany Aniołem Zemsty. Chang nie jest Bogiem, ponieważ nigdy tak naprawdę nie wybacza.

Zagadkowymi momentami filmu są dziwne koncerty karaoke, które pojawiają się po brutalnych aktach ustanawiania sprawiedliwości na tym świecie. W tym aspekcie film w jakimś stopniu wydaje się naśladować antyczną tragedię, w której przemocy ma towarzyszyć katartyczne uspokojenie i rozładowanie negatywnych emocji. Tu także przejawia się typowa dla dalekowschodnich religii logika równowagi, w myśl której zła karma (brutalne akty sprawiedliwości) musi zostać zbalansowana przez dobrą karmę (sielankowe piosenki o miłości). Koncerty karaoke są więc rytuałami oczyszczenia.

Przebaczenie a logika pojednania

Film kończy scena, której możemy przypisać znaczenie ewangeliczne. Obserwujemy w niej Goslinga, jako skruszonego grzesznika, który pokornie wystawia ręce, by mu je docięto. Jeśli twoje ręce są źródłem grzechu, odetnij je. Lepiej byś ułomnym wkroczył do Królestwa niebieskiego, niż byś miał sprawnym zmierzać ku zatraceniu. W tej scenie wyraźnie widać, że cały film przesiąknięty jest „logiką pojednania”. Wyznanie winy, skrucha, rekompensata i pojednanie. Oto logika spłaty długu, którą rządzi się „ten świat”, o którym wspominał św. Paweł.

Natomiast Królestwo boże rządzi się szaloną logiką i głosi radykalizm ewangelicznego przebaczenia. Przebaczenie jest darem, który powinien być udzielany tym, którzy nie odczuwają skruchy i tkwią przy złu. Zdrowy nie potrzebuje bowiem lekarstwa, które najbardziej potrzebne jest temu, który pogrążony jest w chorobie grzechu. W takim przypadku przebaczenie staje się pozytywną prowokacją, nadmiarem i ekscesem dobra, który ma przywieść do Boga i sprawić, że w człowieku dokona się metanoia (tu rozumiana jako przemiana serca, a nie Platońskie zwrócenie się ku słońcu prawdy). Zaprawdę, tylko Bóg prawdziwie wybacza!

Do obejrzenia: kolejna ciekawa interpretacja filmu. Do posłuchania: utwór – Wanna fight. Poniżej: starcie Wschodu i Zachodu.

 

Reklamy

To Bane jest Mrocznym Rycerzem!

Bane

Od komedii do dramatu

Stara tetralogia, która rozpoczynała się od Batmana z Michaelem Keatonem i kończyła się na Batmanie i Robinie, to zbiór filmowych komedii akcji. Pierwsze dwie części są bardzo groteskowe i przepełnione czarnym humorem. Przy pierwszym podejściu nie kojarzą się z komediami, ale nawet tacy złowrodzy bohaterowie jak Joker lub Pingwin nie są pozbawieni specyficznej komiczności. Ten komiczny wymiar został w pełni zrealizowany w znakomitym Batmanie Forever, w którym fenomenalnymi komediowymi kreacjami popisali się Tommy Lee Jones (Dwie Twarze) i Jim Carrey (Człowiek Zagadka). Cała seria została przypieczętowana masakrycznym Batmanem i Robinem, który był jedną wielką i katastrofalną komedią pomyłek. Nieomal każdy element tego filmu nadawał się do totalnego obśmiania. Wraz z przejściem do trylogii Nolana mamy do czynienia z przekształceniem filmów o Batmanie w poważne i niepokojące dramaty, nad którymi unosi się widmo zła (samobójstwa Heatha Ledera i masakra na premierze ostatniej części trylogii). To przejście znakomicie obrazuje ewolucja dwóch bohaterów Bane’a i Robina. W starej tetralogii Bane był totalnie odmóżdżonym, sterydowym mutantem, w trylogii Nolana stał się charyzmatycznym pogromcą Batmana. Znacznej przemiany doznał także Robin, który z cyrkowca w kolorowych ciuszkach i przydupasa Batmana przemienił się w bohaterskiego następcę Mrocznego Rycerza.

Occupy Gotham?

Bane nie jest ucieleśnieniem czystego zła i nie wprowadza żadnej lewicowej rewolucji. Bane przebywał w podziemnym więzieniu owej piekielnej jamie, do której strącano potępieńców, by do końca życia kusić ich nadzieją na wyzwolenie. To właśnie w tym chtonicznym mroku zrodziło się dziecko, które było ikoną niewinności i dobra. Dlatego musiało zostać zniszczone przez otaczające je zło. Bane nie jest okrutną bestią! On jest opiekunem i obrońcą niewinnego dobra. Wkraczając do Gotham dokonuje on zdemaskowania szlachetnego kłamstwa, na którym opierał się ład prawny miasta Gotham. W ten sposób wywołany zostaje stan wyjątkowy, a tłum, który staje się suwerenem dokonuje samosądów na miejskich oligarchach. Nie jest to jednak rewolta w stylu Occupy Gotham, to nie jest nawet konserwatywna przestroga przed zwyrodnieniami rewolucji. Bane dając władzę tłumowi chce pokazać tkwiące w nim zło. Szybko okazuje się, że owe 99% nie jest w niczym lepsze od oligarchicznej elity jednego procenta. Nawet Selina Kyle, która była zwolenniczką sprawiedliwej redystrybucji dóbr, widząc zwyrodnienie tłumu dystansuje się od jego grabieży i gwałtów. Bane chce pokazać, że w Gotham nie ma ani jednego sprawiedliwego i właśnie z tego powodu miasto musi zostać zniszczone niczym biblijna Gomora. W kluczowej scenie filmu jeden z oligarchów stwierdza, iż Bane jest czystym złem, a on mu odpowiada, iż jest koniecznym złem. Zło konieczne można czynić tylko w służbie dobra. W tym momencie rodzi się bardzo kontrowersyjne pytanie, które słusznie może wzbudzać bojaźń i drżenie. Czy nie jest tak, iż to prawdziwe Dobro jest tym w imię czego lub dla którego warto dopuszczać się czynienia zła? Zaprawdę powiadam, prawdziwy mrok spowija trylogię Nolana.

Do posłuchania utwory Fire Will Rise i Risen From Darkness.

 

Szukając Prometeusza

Prometeusz antyczni kosmonauci

Uwaga spoilery!

Bogowie przybyli z kosmosu

To będzie kultowy film dla wszystkich zwolenników ufologicznych teorii. Wniebowzięci będą wielbiciele książek Ericha von Dänikena, obrońcy koncepcji planety Nibiru (Zacharia Sitchin) oraz wyznawcy wszelkich ufologicznych sekt (realianie). Prometeusz reaktywuje klasyczną teorię ufologów twierdzących, że to kosmiczni przybysze odpowiadają za stworzenie życia na Ziemi i rozwój starożytnych cywilizacji. To ma oczywiście prowadzić do podważenia prawomocności światowych religii, a w szczególności trzech wielkich religii monoteistycznych (politeiści zawsze mogą sobie dodać kolejnych bogów). Sam fakt stworzenia życia w efekcie działania obcych cywilizacji nie neguje możliwości istnienia nadprzyrodzonego Boga. Nadal sensownym pozostaje pytanie o pochodzenie życia stwórców życia na Ziemi. Ufologiczne koncepcje jedynie kasują uprzywilejowaną pozycję człowieka w kosmosie. Co ciekawe, nawet ortodoksyjne kręgi Watykanu nie poddały się ufologicznej fobii. Z watykańskiego obserwatorium astronomicznego dobiegały głosy akceptujące możliwość istnienia w Wszechświecie innych form życia. Przy czym podkreślano, że przybysze z kosmosu będą kolejnymi owocami stwórczej mocy Boga.

Kreator i jego kreacja

W filmie mamy do czynienia z prostą definicją boga. Bogiem jest ten, kto potrafi stwarzać. Prometeusz jako stwórca ludzi podpada pod definicję boskiej istoty. Kto w filmie jest Prometeuszem? Role stwórców pełnią Inżynierowie i korporacja Weylanda. Stosunek humanoida Davida do ludzi odzwierciedla paralelną relację pomiędzy ludzkością i Inżynierami. David został powołany do istnienia, ponieważ ludzie byli do tego zdolni i nie musiał przysługiwać im jakiś wyższy cel. Jeśli przyjrzymy się powodom stworzenia człowieka w akcie boskiej kreacji, to możemy dojść do nieco podobnych wniosków. Doskonały Stwórca niczego nie potrzebuje, nie szuka naszego towarzystwa, nie potrzebuje naszej miłości, nie ma w Nim braku, który mamy wypełnić. Być może jest to warunek tworzenia motywowanego bezinteresowną miłością. Gdybyśmy mogli coś wnieść do istnienia Stwórcy, to jego dar życia nie byłby bezinteresowny. Bóg nie stawia pytania o dlaczego. Pamiętajmy także, że kreacja zawsze wiąże się z koniecznością podjęcia pewnego ryzyka. Bardzo dobrze wyraził to Ian Malcom w filmie Park Jurajski stwierdzając, iż „Bóg stworzył dinozaury, Bóg zniszczył dinozaury, Bóg stworzył człowieka, człowiek niszczy Boga, człowiek stworzył dinozaury… dinozaury zjadają człowieka”. Może Inżynierowie tak obsesyjnie chcieli zniszczyć ludzi, ponieważ obawiali się, że przyniosą oni  im zagładę.

Inżynierowie niczego nie stworzyli!

Jeśli w sposób niestandardowy odczytamy pierwszą scenę filmu, to nie musimy przyjmować tezy o intencjonalnym stworzeniu ludzi przez Inżynierów. Na samym początku filmu oglądamy jednego z Inżynierów, który popełnia samobójstwo wypijając czarkę z tajemniczą czarną mazią (przypomina się „czarny rak” z serialu Archiwum X). Z resztek jego rozkładającego się DNA rozwinęło się życie na Ziemi. Jego czyn przypomina rytualne samobójstwo (samuraj popełniający seppuku), do którego został przymuszony ponosząc konsekwencję za jakiś występny czyn. Inżynierowie nie chcieli stworzyć ludzi, którzy stali się przypadkowym, ubocznym efektem ich obecności na Ziemi. Tam gdzie jedni widzą czysty przypadek, inni mogą dostrzec przemyślne działanie Opatrzności. Dlatego podtrzymywana przez Shaw wiara jest jak najbardziej zasadna.

Możemy także spojrzeć na pierwszą scenę z perspektywy nieco bardziej mitologicznej, odwołując się do mitu o stworzeniu ludzi z gliny i łez. Olbrzymi tytan byłby wtedy Prometeuszem, który musi ponieść karę za swoje występki. Wynikiem tego jest powstanie człowieka z brudnej rozkładającej się mazi jego ciała i łez ziemskiego wodospadu.

Do przeczytania: rozważania Foxa nad boskimi źródłami ziemskiej władzy. Do obejrzenia świetne materiały promujące film: wiadomość Shaw dla Weylanda, reklama Davida jako nowego produktu i przemówienie Weylanda podczas konferencji TED.

PS: czy Vickers była robotem, który sam o tym nie wiedział?

PS2: dla niebojących się obsceniczności podaje prawdziwe powody gniewu Inżynierów.

 

Piętno Breivika – w obronie Modern Warfare

Modern Warfare i Breivik

Nasi wrogowie myślą, że kontrolują historię. Tym razem to my spiszemy ich przeznaczenie. Zajmiemy całą Europę, nawet jeśli będzie to sterta kamieni. Historię napiszą zwycięscy. Wszyscy przypomną sobie, iż los całego świata zależy od woli pojedynczej jednostki. Wszyscy siedzimy na beczce prochu. Wystarczy, że ktoś rzuci zapałkę.

Od Wertera do Modern Warfare

Breivik, w trakcie swojego procesu, zdążył już wszystkich pozdrowić gestem „wyklętego ludu ziemi” oraz rzucić złowrogi cień na gry komputerowe. Niespodziewanie oberwał World of Warcaft (avatar Breivika – Justicar Andersnordic). Powróciła też stara sprawa oskarżeń kierowanych pod adresem Modern Warfare 2. Breivik przyznał, że używał gier do trenowania strzelania i symulowania potencjalnych scenariuszy jego operacji. Czy konsolowa gra fps wystarczy do wyszkolenia sprawnego terrorysty? Nikt nie opanuje precyzyjnego strzelania z prawdziwej broni bazując na celowaniu do telewizora. To tak jakby uczyć się prowadzić samochód poprzez granie w Gran Turismo. Nie da rady! Pro Evolution Soccer nie uczyni z nikogo Messiego. Profesjonalny symulator lotu może być pomocny w szkoleniu się na pilota, ale nie prosta gra symulująca pilotowanie nowoczesnych myśliwców lub pasażerskich Boeingów. Wojsko może symulować przebieg różnych operacji specjalnych, ale nie polega to raczej na odpaleniu gry Counter Strike. Modern Warner 2 nie wyszkoliła Breivika do roli sprawnego zabójcy, choć kontrowersyjna misja No Russian mogła go zainspirować, bo widać w niej sporo podobieństw do jego operacji. Na tej podstawie nie można jednak banować gry, bo taki sam los powinien spotkać Cierpienia młodego Wertera, za ewidentne inspirowanie licznych samobójstw. Dziś Werter nie jest już groźny, bo jest książka zbyt wyszukaną i nie nadającą się do inspirowania przeciętnego, masowego czytelnika.

Przeciw zwyrodnialstwu

To wszystko nie oznacza, że twórcy gier i filmów mają wolną rękę do tworzenia najbardziej zwyrodniałych produktów. Przynajmniej dwa typy gier zasługują na zdecydowaną krytyczną ocenę. Te, które pokazują zwyrodniałą, bezsensowną przemoc dla samej przemocy (Manhunt i Postal) oraz te, które propagują ewidentnie naganne wzorce społecznych zachowań (Bully, wcielamy się w szkolnego brutala terroryzującego innych uczniów) lub przedstawiają afirmację gangsterskiego życia (seria GTA, świetna gra i jednocześnie zwodnicza apologia gangsterstwa). Na szczególna krytykę zasługują gry firmowane przez rapera 50 Centa, które trafiają na podatny grunt trudnej młodzieży, a polegają na masowym wyrzynaniu policji. To samo dotyczy się filmowych horrorów, a raczej makabr w stylu gore, które prezentują zwyrodnialców ćwiartujących w wyrafinowany sposób ludzi. W takich przypadkach nie da się wykluczyć ryzyka podpowiadania pomysłów osobom skłonnym do agresji. Inna sprawa dotyczy filmów, których już samo produkowanie urąga ludzkiej godności. W tej kategorii brylują Japończycy, wystarczy rzucić okiem na filmy pokroju Tokyo Gore Police.

Modern Warfare 3 – Epic Art Game?

Modern Warfare 2 chwaliłem już wcześniej za epickość. Dziś muszę jeszcze dodać znakomity klip ukazujący genezę wybuchu wojny rosyjsko-amerykańskiej i genialny utwór muzyczny The Enemy of My Enemy. Trzecią część serii polecam ze względu na: 1) bardzo dobry główny motyw muzyczny; 2) kozacką bitwę o Nowy York; 3) epizod z porwaniem samolotu rosyjskiego prezydenta, który kończy się spektakularną katastrofą i poszukiwaniem jego ciała pośród resztek rozbitego samolotu (klimaty iście smoleńskie); 4) Berlin rozpadający się na naszych oczach.

PS: polecam ciekawą listę 10 zbanowanych gier (na liście jest Football Manager 2005 blokowany w Chinach i Wolfenstein 3D banowany w Niemczech za zabijanie nazistów:-D)

Iron Sky i popkulturowa estetyzacja nazizmu

Iron sky i estetyzacja nazizmu

Ziemia jest chora, my jesteśmy lekarstwem!

Pożegnanie z traumą nazizmu.

Czy mamy do czynienia z kolejną próbą ocieplenia wizerunku Niemców? Czy po Stalingradzie, Upadku (Iron Sky zawiera nieudaną parodię słynnej i masowo przerabianej sceny z tego filmu, lepiej rzucić okiem na przeróbkę o wpisie do indeksu z analizy matematycznej) Kobiecie w Berlinie i Gustloffie nadszedł czas na popkulturowy nazizm? Czy możemy się śmiać z nazizmu, gdyż jego trauma została już przezwyciężona? Chaplin, w swoim mistrzostwie, potrafił śmiać się z nazizmu w sposób krytyczny. Jego śmiech był mieczem wymierzonym w faszystowskiego demona. W Iron Sky ten wymiar satyry nie jest obecny. Benigni poszedł jeszcze dalej, niż Chaplin. Pokazał, iż można zrobić komedię o Szoa. Stworzył komedię, która nie wzbudza oburzenia, lecz kwestionuje realistyczno-patetyczną formę zaświadczania o Zagładzie. Dziś zmagamy się z dylematem obozów zagłady, które budowane są z klocków LEGO. Jako zabawka dla dzieci, takie klocki są nie do zaakceptowania. Natomiast, można dyskutować o ich prezentowaniu w muzealnych salach.

Oni są nazistami! Są tacy cool!

W jednej z najlepszych scen Iron Sky obserwujemy przekształcenie nazizmu w atrakcyjny produkt marketingu politycznego. Cały film przesiąknięty jest pewną fascynacją nazistowską estetyką. Mesmeryczny czar architektury Speera, norymberskich wieców, uwiecznionych w epickich filmach Riefenstahl, sprawia, iż łatwo ulec ich uwodzicielskiej mocy. Nazizm nie zapominał także o modzie. Mundury od Hugo Bossa i pojazdy od Ferdynanda Porsche, zostały uzupełnione przez wydekoltowane fashionistki, przerobione na faszystki mody. Świat Iron Sky nie ma nic wspólnego z bolszewickim dziadostwem. Faszystowska estetyka przyciąga nie tylko prawicowych konserwatystów. Na jej mesmeryzm nie są odporne lewicowe ikony popkultury (Lady Gaga, Lars von Trier), homoseksualiści (Ernst Röhm, John Galiano), a nawet Żydzi (film Fanatyk). Teza o jedności piękna i dobra staje się problematyczna. Piękno przeobraża się w nośnik zła lub jest poza dobrem i złem.

We are coming in peace!

Zakończenie filmu przynosi pesymistyczne przesłanie. Ludzkość zjednoczona w walce ze wspólnym wrogiem, zaraz po jego pokonaniu, rzuca się sobie do gardeł w Hobbesowskiej walce wszystkich ze wszystkimi. Walce toczonej o surowce skrywające się po ciemnej stronie Księżyca. Paradoksalnie, to właśnie przybycie kosmicznych nazistów przynosi pokój. Mieszkańcy Ziemi potrafią się zjednoczyć i pokojowo współpracować tylko w obliczu wspólnego zagrożenia z zewnątrz.

W ramach uzupełnienia warto rzucić okiem na dwa filmu. Kuriozalny film Surfujący naziści muszą umrzeć oraz bardzo interesujący Fatherland (naziści wygrywają wojnę i ukrywają prawdę o Holokauście, oficer SS ujawnia skrywaną prawdę o przeszłości Rzeszy, to owocuje zerwaniem relacji Hitler-Kennedy).

Do posłuchania polecam znakomity utwór Laibach – B-Mashina oraz klimatyczne Under the Iron Sky i Götterdämmerung Muss Fliegen. W klimaty filmu dobrze wpisywałaby się też estetyka grupy muzycznej Von Thronstahl.

 

Krótka historia fałszywego upadku doktora House’a

Gregory House i filozofia i dekadentyzm.

Ostatnia scena przebojowego odcinka Out of the Chute widziana z 4 perspektyw: widza, House’a, Wilsona i młodych Zachodu.

Skonfundowany widz

Z tej perspektywy obserwujemy porażkę upadłego bohatera, dla którego ciało jest klatką i tylko śmierć może być wyzwoleniem z tego więzienia. Skok w otchłań kresu nocy jest zwieńczeniem procesu egzystencjalnej alienacji i autodestrukcji. Wszystko wydaje się zmierzać do tragicznego końca i nagle wydarza się to co nieoczekiwane. Zostajemy postawieni na głowie. Ten, który miał zostać pokonany i umrzeć, zakpił ze śmierci i przezwyciężył jej pokusę. Widz zostaje skonfundowany, gdyż nie wierzył w możliwość niemożliwego. Okazuje się, że prowadzeni na śmierć mogą ocaleć.

Wydarzenie przekształcające

Z perspektywy House’a wszystko wygląda inaczej. Bohater wkracza na drogę, której zwieńczeniem ma być odrodzenie, ponowne narodziny, produktywne powtórzenie „w przód” swojego życia. Takie powtórzenie, znane z filozofii Kierkegaarda, nie powtarza życia takim jakim było, lecz powtarzając wytwarza jego zupełnie nową jakość. Ciało jest klatką, ale klucz do niej ma umysł. Ciało będzie uzdrowione, gdy w umyśle dokona się metanoia (duchowy zwrot, przemiana). To co ma utonąć wypłynie na powierzchnię, a rwący bieg rzeki zostanie odwrócony. Od początku do końca tej sceny House zmaga się sam ze sobą. Dokonuje się w nim przemiana, jednakże nie musi to być przemiana na lepsze.

Skok błazna

Wilson dostrzega w całym zdarzeniu performance złośliwego, nieznośnego błazna/pajaca. House/błazen pod maską kpiny, rechotu i ironii skrywa cierpienie, lęk i wyobcowanie. Wydaje się, że głosi proste przesłanie: love, friendship, life, death, God, human everything sucks! Ale jest to tylko gorzkie kłamstwo zaklinające rzeczywistość, które ma przykryć i zamaskować własne niedopasowanie.

„My” młodzi Zachodu

Wydaje się, że młodzież, która wskakuje za House’m do basenu reprezentuje witalizm, energię, optymizm i otwarcie na to, co przyniesie nieprzewidywalna przyszłość. Tak naprawdę jest ona ucieleśnieniem nowego rodzaju „miękkiego nihilizmu”. Nie jest to mroczny nihilizm znany z powieści Dostojewskiego, lecz „nihilizm z happy endem”, który opisywał Allan Bloom w swojej znakomitej książce Umysł zamknięty. Manifestem tego nowego nihilizmu jest dialog młodych i House’a:

House: Co robicie kiedy zwyciężacie?

Młodzi: Imprezujemy!

House: Co robicie kiedy przegrywacie?

Młodzi: Imprezujemy ostrzej!!!

Dokładnie taką postawę reprezentowali podczas minionego Euro, tak bardzo chwaleni przez media, Irlandczycy. Co z tego, że nasza drużyna była beznadziejna. Nic się nie stało, nic nie trzeba zmieniać, każda okazja jest dobra na kolejny melanż. Za rok przegramy 100-0 i też będzie spoko euro koko. Bo gra i melanż są najważniejsze.

Do posłuchania: Peter Gabriel – My Body is a Cage. Poniżej: omawiana scena z serialu.

 

2012 – The Illusive Man Year?

Człowiek Iluzja Nietzsche

Na początek fragment o „człowiek fatalnym”, który stanie się przeznaczeniem Europy.

„Znam swój los. Kiedyś z moim nazwiskiem zwiąże się wspomnienie […] – kryzysu, jakiego jeszcze na ziemi nie było, najgłębszego konfliktu sumień, rozstrzygnięcia przeciw wszystkiemu, w co dotąd wierzono, co popierano, święcono. Nie człowiek ze mnie, lecz dynamit. […] Przeczę, jak nigdy jeszcze nie przeczono, a mimo to jestem przeciwieństwem ducha negującego. […] Przy wszystkim tym jestem też z konieczności człowiekiem fatalnym. Gdy bowiem prawda wkroczy do walki z kłamstwem tysiącleci, będziemy mieć takie wstrząsy, konwulsje trzęsień ziemi […], o jakich się nam dotąd nie śniło. Pojęcie polityki przejdzie wówczas w wojnę duchów, wszelkie wytwory władzy dawnej społeczności zostaną wysadzone w powietrze – wszystkie opierają się na kłamstwie; nadejdą wojny jakich jeszcze na Ziemi nie było. Dopiero ode mnie zacznie się na Ziemi wielka polityka.”

Nietzsche był zwolennikiem koncepcji „wiecznego powrotu”. Powtarzające się cykle nie są nigdy identyczne. Zawsze pojawiają się różnicujące anomalie. Czas wielkich tytanów, którzy władali światem w blasku słonecznego światła, musi przeminąć. Zastąpią ich ludzie skrywający się w bezpiecznym cieniu świata zaawansowanych technologii. To oni staną się nowymi, iluzorycznymi i zwodniczymi widmami nawiedzającymi świat. Skąd mamy wypatrywać ich nadejścia? Tak Nietzsche zakończył swoją charakterystykę narodu niemieckiego: powinniśmy się chlubić naszym imieniem – nie na daremno zwiemy się „tiusche” narodem, narodem „łudzącym”. Pamiętajmy, że tam gdzie wzmaga się niejawna dominacja, rozkwita otwarty opór.

Poniżej: The Illusive Man Theme z gry Mass Effect 2.

Dziewczyna z tatuażem, która nie igrała z ogniem

Dziewczyna z tatuażem

Niedokończona lewicowa rewolucja

Jak wygląda socjaldemokratyczna Szwecja widziana oczyma Larssona/Finchera? Jest pełna zboczonych zwyrodnialców i prowincjuszy pogardzających sztokholmskimi mieszczuchami, zdominowana przez postnazistowską finansjerę i chrześcijańskich fanatyków (w filmie cytuje się okrutne fragmenty z żydowskiej Księgi Kapłańskiej, ale oskarżenie o religijny fanatyzm pada na katolików). Jak wyglądałaby Polska widziana oczyma autora trylogii Millennium? Z tych wszystkich lewicowych motywów wyróżnia się mroczna wizja wszechmocnych instytucji państwa opiekuńczego. Jednym z najbardziej odrażających bohaterów filmu jest Nils Bjurman, kurator i oprawca Lisbeth Salander, który brutalnie wykorzystuje uprawnienia nadane przez instytucje państwa opiekuńczego. Jednakże, spójność politycznej narracji nie zostaje naruszona. Twórczość Larssona wzywa do dokończenia lewicowej rewolucji. Szwedzkie instytucje państwowe, prawo i kosmopolityczne elity są już przesiąknięte lewicową ideologią, lecz tylko pozornie mamy do czynienia ze społeczeństwem socjaldemokratycznego dobrobytu i dobrostanu. Jeśli przyjrzymy się bliżej żywej tkance szwedzkiego społeczeństwa, to dostrzeżemy, że nawiedzają ją demony prawicowego ekstremizmu. Rewolucja się jeszcze nie skończyła. Trzeba ją zradykalizować.

Larsson vs Houellebecq

Trzeba zgodzić się z tezami głoszącymi, że w seksualnym uniwersum Larssona wszystko jest akceptowane i dozwolone, jeśli nie wiąże się z narzuconą przemocą. Nędzę takiego seksualnego „anything goes” obnaża w swojej twórczości Houellebecq. Autor Cząstek elementarnych zaczyna swoją krytykę współczesnych społeczeństw Zachodu w miejscu, w którym Larsson ją kończy. Ostatnia scena z filmu Finchera zdradza ludzkie pragnienie obdarzania (i bycia obdarzaną) specjalnymi uczuciami wyłącznie jednej osoby. Intymna więź między osobami ma być relacją zwrotną i jednocześnie ma ją cechować wyłączność. W ostatniej scenie widzimy jak Salander pragnie wręczyc Blomkvistowi bardzo drogi prezent. Jednakże, powstrzymuje się gdy dostrzega go w towarzystwie innej kobiety. Podarek trafia do kosza. Nagle okazuje się, że przez moment, rozczarowanej głównej bohaterce, przestaje być wszystko jedno.

Zapomniana dziewczyna z tatuażem na plecach

Z kursu filozofii skandynawskiej zapamiętałem stwierdzenie, że skandynawski feminizm nigdy nie nastawiał się na konfrontację z mężczyznami. Ciężkie warunki życia zmusiły kobiety i mężczyzn do kooperacji na rzecz wspólnego przetrwania. Trylogia Millennium podąża w innym kierunku i stawia na konfrontację. Nie przyjmujmy postawy nowotestamentowego obłudnika, który dostrzega drzazgę w oku bliźniego, a belki w swoim własnym nie zauważa. Świat Zachodu nie jest wolny od przemocy wobec kobiet. W rozerotyzowanym społeczeństwie zacierają się granice seksualnego molestowania. Jednakże, problem nie dotyczy tylko kobiet. Co z przypadkami gwałconych mężczyzn (chodzi głównie o gwałty dokonywane przez mężczyzn na mężczyznach)? Jak wygląda ich sytuacja w społeczeństwie? Sytuacja gwałconych kobiet jest bardzo trudna. Sytuacja gwałconych mężczyzn jest beznadziejna. Sam Larsson, operując w ramach lewicowego paradygmatu odgrzewa stare motywy faszyzmu i chrześcijańskiego fundamentalizmu, pomijając nowe problemy współczesnej Szwecji. Co z dzielnicami Malmö, w których mieszkają imigranci z Bliskiego Wschodu? Czy są to oazy liberalizmu i bastiony obrońców praw kobiet? Może zamiast maglować po raz setny temat chrześcijańskiego patriarchatu (to w Szwecji są jeszcze jacyś ortodoksyjni chrześcijanie?), warto przyjrzeć się przypadkom islamskiego niewolnictwa. Larsson zapomniał o innej dziewczynie z tatuażem na plechach, o której pamiętał Theo van Gogh. To on prawdziwie igrał z ogniem.

Do posłuchania: bardzo dobry utwór – Is Your Love Strong Enough (na dobre rozkręca się od 2.00). Do przeczytania: Hitchens o Larssonie.

 

Wstyd seksualnego wolnego strzelca

Wstyd Fassbender Alfie

Žižkowska teza o odwróconym zakazie Superego

Klasyczny zakaz Superego brzmi: Nie doznawaj przyjemności! W zliberalizowanej wersji chodzi o powstrzymanie się od angażowania w zakazane przyjemności, które są piętnowane przez panujący w danym momencie etos moralności publicznej. Oddawanie się zakazanym przyjemnością wzbudza w nas poczucie winy, wywoływane złamaniem surowego i rygorystycznego zakazu Superego. Kto przekracza obyczajowe normy, staje się piętnowanym człowiekiem marginesu. Współczesne postmodernistyczne społeczeństwa rozbiły wszelkie uniwersalistyczne systemy wartości. Rewolucja w moralności przyniosła zmianę zakazu w nakaz Superego. Dziś brzmi on: Doznawaj przyjemności! Dla permisywnej kultury, to właśnie niedoznawanie przyjemności staje się grzechem. Zbiorowe Superego staje się instancją przymuszającą do ciągłego maksymalizowania hedonistycznej rozkoszy. Ci, którzy odmawiają przekraczania kolejnych granic perwersyjności, stają się nowymi potępieńcami. Tak otwiera się droga do uniwersum filmu Wstyd.

Eros jako masturbacyjny pornos

Pożądanie Brandona, głównego bohatera filmu, jest banalne i pozbawione wszelkiej epickości. W filmie nie ma miejsca na starcie apolińskiej męskości z demonicznym i chtonicznym urokiem zniewalającej kobiety fatalnej. Obiektem pożądanie Brandona nie są kobiety, lecz samo ekstatyczne doświadczenie zmysłowej przyjemności. On nie poluje na kobiety, a jedynie korzysta z tego co jest w danym momencie pod ręką. Dlatego kontekst doznawania rozkoszy nie ma dla niego żadnego znaczenia. Może to być seans hardcorowego filmu, perwersyjny trójkąt z prostytutkami, gejowski skok w bok w darkroomie lub onanizowanie się w firmowym kiblu. Doznawaj przyjemności i zmysłowego erosa zmieniaj w kopulacyjnego pornosa.

Alfie idzie do piekła

Wstyd trzeba odczytywać jako złowrogi rewers filmu Alfie. Tytułowy bohater jest beztroskim lowelasem i kolekcjonerem orgazmów. Jego erotyczne podboje są sporadycznie przerywane przez mniejsze lub większe wstrząsy. Niechciana ciąża, chwilowa impotencja, zrobienie z najlepszego przyjaciela rogacza i klęski kolejnych związków nie pozostają bez negatywnego wpływu na duszę rasowego playboya. Jednakże, Alfie po krótkich rozterkach może sobie powiedzieć, że jutro może być kolejny szczęśliwy dzień. Po chwilowym czyśćcu, znów może zmierzać do beztroskiego Edenu. Zamiast Alfiego do piekła zstępuje Brandon, który tonie w krwi swojej siostry i mroku libertyńskiego miasta. U kresu swojej drogi doznaje katharsis, lecz otwarte zakończenie ponownie stawia go przed niebezpieczeństwem powrotu do terroru pożądania. Może Brandon w ostatniej scenie nie opuścił jeszcze piekła? Może spotkał swoją Beatrycze?

Do przeczytania ciekawa radykalno-hermeneutyczna recenzja – Stosunki post(m)oralne. Do posłuchania znakomity utwór – Unrevelling. Poniżej: doskonałe podsumowanie filmu.

 

Why Apes Will Never Rise?

Geneza planety małp

Czy jestem zwierzakiem domowym?

Czy można uczłowieczyć zwierzęta? Co począć z nieoczekiwanymi wytworami naszej technologicznej cywilizacji? Nadać im równe prawa? Zrównać z człowiekiem? Czy ewolucja zmienia nasz status ontologiczny? To pytania, które powinna sobie zadać faustyczna nauka. Geneza planety małp jest filmem o ambiwalentnych relacjach ludzi i zwierząt. Klasyczne filmy z tej serii mają zupełnie inny charakter. Nie występują tam małpy, lecz małpoludy. Klasyczne filmy są ezopowymi bajkami, ludzie skrywają się w nich pod postaciami zwierząt. W Podboju planety małp widzimy konflikt panów i niewolników oraz zamaskowany rasizm zachodniej cywilizacji.

Bohaterami Genezy są inteligentne i samoświadome małpy, jednakże film jest zakamuflowaną pochwałą ludzkiej supremacji. Małpy mogą zrealizować pragnienie emancypacji jedynie poprzez uczłowieczenie. Zwierzęta mogą wygrać pojedyncze bitwy. Nigdy nie wygrają wojny z ludźmi. Karaluch może nas przetrwać, jednak sam nie oblali cywilizacji, choć może stać się zabójczym narzędziem naszych pogromców. Nic dziwnego, że zagłady ludzkości nie dokonują małpy, lecz zabójcze wirusy.

Dwóch Cezarów, dwie rewolucje.

Bunt Cezara z Podboju planety małp, to krwawa, destrukcyjna rewolucja, która proces ponownego stworzenia świata, zaczyna na gruzach starej cywilizacji człowieka. Jest to bunt bezwzględnej i wybitnej jednostki, władającej chordami barbarzyńców. Jego rewolucja nie ustanawia nowego, bardziej sprawiedliwego porządku społeczno-politycznego. Niszcząc starych tyranów, ustanawia w ich miejsce nowych. Ta rewolucja imituje rewolucyjne doświadczenia jakobinów i bolszewików. Zwieńczeniem upadku ludzi jest płomienna mowa Cezara, twórcy nowego porządku terroru.

Cezar z Genezy, choć jest charyzmatycznym przywódcą, dzieli swoją władzę z innymi małpami, dbając jednocześnie o ich wykształcenie i rewolucyjną samoświadomość. W walce unika niepotrzebnych ofiar. Nie prowadzi rewolucji dla samej rewolucji. Jego walka jest exodusem z domu niewoli do ziemi obiecanej.