Miecz w cieniu chryzantemy – fenomen roślinożernych mężczyzn

Dziś zapraszam do przeczytania krótkiego wywiadu, który przeprowadziła ze mną Izabela Jułga, autorka bloga – Co mówi Poznań o kobietach? Temat rozmowy – Kim są roślinożerni mężczyźni?

W wywiadzie prawdziwie wybuchowa mieszanka – charakterystyka japońskich roślinożerców (nie chodzi o wegetarian), Kmicic i książę Bogusław, tajemnice bohatera mangi Otomen, Ruth Benedict o dualistycznej naturze Japonii, ruch MGTOW oraz Yukio Mishima.

Jako lektury uzupełniające polecam artykuł naukowy, którego autorem jest Masahiro Morioka – A Phenomenological Study of „Herbivore Men” oraz publikacje Huberta Kozieła, w których wspominam o nadchodzącej epoce związków z waifu i inteligentnymi maszynami.

Poniżej koreański zespół BTS – kwintesencja powierzchownie rozumianej roślinożerności. Enjoy!

Reklamy

Fenomen Waifu/Husbando

Hubert Kozieł opublikował hardcorowy artykuł o kontrowersyjnym fenomenie waifu/husbando, czyli zjawisku wirtualnych dziewczyn/chłopaków, które to zrodziło się w subkulturze japońskich otaku. Autor umieścił w swoim artykule moje cztery komentarze. Oprócz lektury samego artykuły, polecam poniższe uzupełniające materiały, które będą pomocne w zgłębieniu wszelkich aspektówch zjawiska waifu.

Miłość do waifu przybiera najczęściej dwie formy: związku z poduszką (dakimakura), na której nadrukowana jest mangowa postać lub związku z wirtualnym awatarem (np. bohaterką gry Love Plus na Nintendo DS). Fenomen waifu nie jest całkowicie nowym i obcym kulturze zachodniej zjawiskiem, gdyż już w czasach antycznej Grecji miały miejsce przypadki zakochiwania się, a nawet intymnego obcowania z pięknymi posągami, wystarczy przywołać opowieść o Pigmalionie. Przemysław Pintal, komentując fenomen waifu, celnie przywołał coraz bardziej powszechne zjawisko sexodusu, czyli rezygnacji młodych mężczyznach z intymnych relacji z kobietami i ucieczki w uzależnienie od pornografii lub aseksualizm. Temat sexodusu rozwinął w swojej publicystyce Milo Yiannopoulos, który jest także autorem prowokacyjnego artykułu na temat nadchodzącej ery sex-robotów. Co się stanie jeśli branża erotyczna pójdzie w tym kierunku? Tam gdzie prostytucja jest pełnoprawnym zawodem, pracodawcy będą dążyć do minimalizacji kosztów ludzkich, a związki zawodowe będą bronić miejsc pracy. Natomiast idealnymi nabywcami nowego produktu jakim będą realistyczne sex-roboty, będą „seksualni proletariusze”, znani z powieści Michela Houellebecq’a. W kwestii syntetycznego seksu wypowiedział się także Žižek. Nie zapominajmy też, że trzeba zapytać także o etyczny wymiar związków z waifu. Czy można swobodnie zdradzać waifu, jeśli jest tylko efemerycznym bytem wirtualnym? Czy waifu może być podmiotem moralnym, jeśli nie może decydować za siebie i nie doznaje cierpienia? Pytania mogą brzmieć nieco kuriozalnie, ale jeden z zakochanych w waifu otaku stwierdził, że nie dokona aktualizacji oprogramowania swojej waifu, gdyż to uczyniłoby z niej zupełnie inną osobę. Poniżej zwiastun filmu Ona, który jest dobrym punktem wyjścia do refleksji nad związkami z waifu.

 

Święta anarchia – soundtrack do książki

Święta anarchia

Po miesiącach edytorskiej udręki powoli kończy się długa praca nad moją debiutancką książką. Premiera książki 15 września, będzie jej można poszukiwać na stronach Wydawnictwa Naukowego WNS UAM.

Dziś przedstawiam coś wyjątkowego. Specjalnie przygotowany soundtrack do książki!! Jeden utwór do każdego rozdziału (plus specjalna dedykacja muzyczna).

1. Mark Streitenfeld: Life (Prometheus Soundtrack) – Wprowadzenie do sekretów świętej anarchii tworzonej przez krzyż Jezusa i chore Platona.

2. Passion Pit: Swimming in The Flood – Wykuwanie się radykalnej hermeneutyki w sporach z Heideggerem, Gadamerem i Derridą oraz radykalno-hermeneutyczny flux i flow.

3. Hans Zimmer: Black Hawk Down Main Theme– Poetyka zobowiązania wobec bólu umęczonych ciał.

4. Beyonce: Ghost– Modlitwa do widma nieznanego Boga słabych i głupich w oczach tego świata.

5. Ryan Amon: Elysium– Mesjaniczność demokracji, która ciągle nadchodzi, ale nigdy nie nadejdzie.

6. Portal: Still Alive– Nauka stawia opór radykalnej hermeneutyce!

7. Spiritual Front: Jesus Died in Las Vegas – Przeciw „słabej teologii”: radykalny ateizm, romanca o ortodoksji i rewolucja towarzysza z Tarsu.

8. Two Steps From Hell: Forgotten September– Życzliwe imperium w świecie radykalnej demokracji.

9. The Glitch Mob: We Can Make The World Stop – Podsumowanie: koniec Projektu Postmodernizm i powrót do metafizyki?

Bonus Track:

10. One Direction: You and I – Otwarta dedykacja czekająca na wyjątkową osobę.

 

Noc, w której wszystkie potwory zrodziła natura


 Camille Pagila wkracza do Polski

Gratuluję refleksu konserwatystom, którzy dopiero teraz odkryli idee głoszone przez Camille Pagila’e, choć jej bardzo interesująca książka Seksualne persony jest już dostępna na rynku polskim od 2006 roku. Każdy neokon powinien czym prędzej przeczytać pierwszy rozdział tej ksiązki zatytułowany: Seks i bunt, czyli natura i sztuka. Jest tam pełno prowokacyjnych tez, które dla feministycznego establishmentu bez wątpienia brzmią niczym totalne herezje. Nie będę teraz rekonstruował tych tez, ale w zamian spróbuję spojrzeć na popularny serial o Spartakusie poprzez pryzmat idei głoszonych przez Pagila’e. Dodatkowo polecam do zapoznania materiały z serii Camille Pagila demoluje: Baracka Obamę, Lady Gagę, Christophera Hitchensa, demoluje wszystkich i bije pokłony przed Zemstą Sithów.

Wszystko co w Zachodzie jest zachwycające, wywodzi się ze sprzeciwu wobec natury

Wróćmy na moment do sceny z filmu Gladiator, w której Marek Aureliusz zadaje Maksimusowi pytanie: dlaczego nadal chce walczyć dla Rzymu? Generał odpowiada, że widział wiele obcych ziem, które są mroczne i barbarzyńskie, a Rzym jest światłem! Czyli usprawiedliwieniem dla imperialnej polityki Pax Romana jest misja niesienia oświecenia i cywilizacji. Sztuczne struktury cywilizacji mają pełnić funkcję obronnej twierdzy przed potęgą brutalnej, barbarzyńskiej i irracjonalnej natury. Wbrew fantazjom Rousseau, nie ma powrotu do natury bez powrotu do przemocy. Na końcu drogi wytyczonej przez francuskiego filozofa jest zawsze Markiz de Sade. Wolność daje zdystansowanie i poskromienie natury, a nie nurzanie się w jej chtonicznych otchłaniach.

Czy jednak Rzym był cywilizacyjnym schronieniem przed inwazją barbarzyńskiej natury? Nie taki Rzym oglądamy w serialowym hicie o losach Spartakusa. Rzymski świat, widziany przez pryzmat tego serialu, jest jedną wielką orgią połączoną z barbarzyńskim upuszczaniem krwi. Dionizos zawsze wypełza z nor ziemi i stara się strącić Apolla w bagna natury. Seks jest czystą i nieokiełznaną naturą, która otwiera drogę ku ekscesom przemocy. Gdy Rzym dokonał filozoficznego przejścia od epikureizmu do hedonizmu, przypieczętował los cywilizacji przybijanej do krzyża ciała. Cywilizacji, której nie ocaliła już nawet chrześcijańska sublimacja seksualności.

Ilithyia – kocham i nienawidzę

Ilithyia jest potęgą natury zaklętą w jej kobiecej cielesności. Jest niczym freudowska modliszka żyjąca w świecie, w którym siły Erosa i Tanatosa są ze sobą ściśle powiązane. Jest rzymską kobietą fatalną, w której pulsuje niszczycielska siła natury. Mężczyźni chcą ja mieć w swoich ramionach i jednocześnie widzieć jej butwiejącego trupa pozostawionego na pastwę dzikiej zwierzyny. Chcą dla niej śmierci, ale nie mogą jej zadać. Nie potrafią pokonać potęgi daimonicznej natury wyziewającej z jej pięknego spojrzenia. Ich miecz jest bezradny. Dlatego śmierć musi jej zadać najlepsza przyjaciółka, która w makabrycznym rytuale wyrzyna jej dziecko z łona i na oczach konającej rodzicielki, rzuca się z dzieckiem w przepaść, trzymając je w czułym uścisku. Dwie matki natury, jedna śmierć. Pamiętajmy, że boginie płodności przybierały często złowrogie oblicze, tak jak hinduska bogini Kali (obwieszona wieńcem czaszek), która jest dawczynią życia i jednocześnie jego niszczycielką. Tej niezgłębionej potędze natury, wojnę wypowiedzieli słudzy Apolla, którzy sięgając nieba tworzyli cywilizację.

Poniżej: Ilithyia i zaklęta w niej noc natury.

Wszyscy jesteśmy ideologami, tylko o tym nie wiemy

Zizek toilets

Kto się pospieszy, to może się jeszcze załapać na kinowy seans Perwersyjnego przewodnika po ideologii. Poniżej trzy krótkie refleksje nad najciekawszymi momentami tego dokumentu.

Jak Rammstein pogrywa sobie z nazizmem

Czy Rammstein wykorzystuje w swojej twórczości motywy kojarzone z ideologią nazistowską? Žižek odpowiada, że Tak, ale czyni to w przebiegły sposób. Pogrywając sobie z elementami ideologii nazistowskiej, Rammstein dokonuje ich subwersywnego przezwyciężenia. Aktywnie przyczynia się do ich uwolnienia spod wpływów nazistowskiego horyzontu znaczeniowego, tym samym zwalcza nazizm od wewnątrz i przywraca społeczeństwu zagrabione przez nazistów symbole, hasła i gesty. Na dobrą sprawę w podobny sposób można kontrować Niesiołowskiego, który w pisowskim haśle: Obudź się Polsko, dostrzega tylko nazistowski okrzyk: Deutschland erwache. Może PiS dokonuje jedynie subwersywnego przywrócenia tego hasła społeczeństwu. W ten sposób można nakreślić nić łączącą pochody Kaczyńskiego, z teledyskiem Lady Gagi do utworu Alejandro oraz poczynaniami japońskich twórców anime, którzy swoje bohaterki przebierają w czarne i obcisłe mundury wojskowe. Jeśli tak to tylko wypatrywać momentu, w którym Žižek zostanie lodołamaczem torującym drogę Kawaii Prawicy do przejęcia władzy. Wyborcza i KP nie będą miały nawet specjalnie jak protestować, no bo przecież Žižek powiedział, że subwersywne pogrywanie z symbolami ideologii nazistowskiej jest ok. A przecież nastoletnie bohaterki rozjeżdżające Tygrysami gromady zwyrodniałych loliconów są chyba subwersywne?

Róbta co chceta i krytyka ideologii

Dokument Žižka rozpoczyna się od pamiętnej sceny z filmu Oni żyją, w której główny bohater przechadzając się po mieście zakłada tajemnicze okulary, które pełnią rolę narządzie demaskującego ideologiczną mistyfikację. Dzięki temu dowiadujemy się, że prawdziwym (ale ukrywanym) przesłaniem reklam jest dążenie do uczynienia z ludzi niewolników posłusznych konsumpcyjnym prawom rynku. Pierwsza refleksja ustanawia motyw przewodni całego dokumentu Žižka, dla którego najważniejsze jest ukazanie ideologii skrytej za kinowym ekranem. Idźmy jego tropem i dokonajmy odczarowania ideologicznego hasła: Róbta co chceta. Wydaje się, że mamy tu do czynienia z mainstreamowym, liberalnym hasłem wzywającym do afirmacji różnorodnych stylów bycia. Z jednej strony może uderzać pustka tego przekazu. Nie mamy wam nic do zaoferowania, więc bądźcie kim jesteście i róbcie co chcecie. Z drugiej strony to hasło bardzo łatwo może zwrócić się przeciwko jego propagatorom. Czyż bowiem Axelio, który zasłynął z wykorzystywania Kononowicza, a jakiś czas temu podczas Przystanku Woodstock próbował boksować redaktora Miecugowa, nie mógł wziąć sobie tego hasła nazbyt do serca? Jednakże to hasło nigdy tak naprawdę nie oferowało tego, co było w nim rzekomo przyobiecane. Bardzo szybko do tego hasła dodano „ale” i dalej następowały kolejne wyjątki. Rób co chcesz, ale jeśli jesteś z Naszego Dziennika i robisz nieprzychylne dla nas dokumenty, no to nie jest cool. Jesteś z TV Republika, no to trzeba „gonić dziadów”. Rozgniewałeś Wałęsę swoimi książkami, no to „strzelić mu z baśki”. Prawdziwe hasło nie brzmiało nigdy Róbta co chceta, lecz Róbta co my chceta.

Dlaczego warto walczyć o chrześcijańskie dziedzictwo?

Žižek kończy swój film przewrotną apologią chrześcijaństwa. Wraz ze śmiercią Jezusa na krzyżu umiera transcendentny Bóg, tym co pozostaje jest komuna Ducha Świętego, która tworzy emancypacyjny i uniwersalistyczny kolektyw polityczny. Przesłaniem chrześcijaństwa jest to, że nie ma Wielkiego Innego, który czuwa nad nami. Dlatego tylko chrześcijanie mogą być prawdziwymi ateistami. Tylko prawdziwi ateiści, którzy przeszli przez doświadczenie chrześcijaństwa, mogą prawdziwie dokonać skoku w mrok niepewności wiary, gdyż nie ma nad nimi już żadnego Boga, Wielkiego Innego, Opatrzności lub marksistowskiej Historii.

Najważniejsze pytanie brzmi: Dlaczego filozof, który przyznaje się do ateizmu i materializmu, z uporem głosi, że trzeba walczyć o dziedzictwo chrześcijaństwa i nie można go pozostawić religijnym fundamentalistom. Žižek nie pragnie oczywiście pomóc tradycyjnemu chrześcijaństwu, lecz na swój sposób chce wykonać Heglowski ruch. Žižek dostrzegł w chrześcijaństwie prawdę, którą trzeba oczyścić z mitologicznych naleciałości. W ten sposób Jezus staje się społecznym buntownikiem, prześladowanym przez rządzący establishment religijno-polityczny, ostatecznie ponoszącym męczeńską śmierć ginąc na krzyżu pomiędzy dwoma innymi wyrzutkami społeczeństwa. Do tego dodać należy oczywiście opowieść o św. Pawle, który przebrany w szaty Lenina organizuje emancypacyjny kolektyw polityczny. Žižek wchodząc na pole refleksji religijnej otwiera nowy front walki ze swoimi ideologicznymi przeciwnikami. Tym samym dokonuje „poszerzenia pola walki”, a jego techniką staje się to, co w języku ekonomistów nazywamy mianem „wrogiego przejęcia” najważniejszych postaci i idei chrześcijaństwa. Istotę Boga i chrześcijaństwa w filozofii Žižka celnie oddaje przytoczony przez niego dowcip:

Bezbożny bolszewik umarł i trafił do piekła, z którego bardzo szybko zbiegł do nieba, by tam prowadzić propagandową działalność ku chwale komunizmu. Diabeł po zorientowaniu się, że go nie ma, czym prędzej udał się do nieba po swoją własność. Stanął przed Bogiem i rzekł: Panie oddaj diabłu to, co należy do niego. Na to odpowiedział mu Bóg: Po pierwsze, nie jestem Panem tylko Towarzyszem. Po drugie, czy ty jesteś chory psychicznie przecież ja nie istnieję. Po trzecie, streszczaj się bo spieszę się na spotkanie partyjnego komitetu.

 

Lana Del Rey jest Carlem Schmittem popkultury

Lana Del Rey Cola Baudelaire Carl Schmitt

Cola

Tylko Carl Schmitt znał wagę pierwszych zdań, które rozpoczynają literackie dzieła. Jego otwierające zdania mają potężna moc, niczym pioruny wdzierają się w umysły czytelników i raz na zawsze już w nich pozostają. Któż nie zadrżał czytając pierwsze zdanie jego „Teologii politycznej”: Ten, kto decyduje o stanie wyjątkowym, jest suwerenem. Proste i mocne przesłanie, które powala i nawiedza myśl. Dokładnie takiego samego wstrząsu i oczarowania można doświadczy wsłuchując się w pierwsze słowa utworu Cola. Kto wskaże lepsze zdanie otwierające jakąkolwiek inną piosenkę? Po tych słowach nic nie jest już takie jak wcześniej. Słowa, które ciągle wracają i nawiedzają myśl. Check this out!

Born to Die

Cola to jedno, a Born to Die to zupełnie coś innego. Jest to teledysk bardzo mocno przesiąknięty Baudelaire’owskimi klimatami. Doświadczamy w nim wzajemnego przenikania się dwóch światów. Z jednej strony jest wyrafinowany estetyzm arystokratycznej sztuki (architektury starego świata), a z drugiej strony mamy do czynienia z nieokrzesanym i bulwarowym obliczem młodej bohemy. Całość utworu przenika mroczna sugestia, którą już kiedyś sformułował Agent Smith podczas finalnej potyczki z Neo. Smith, który obsesyjnie poszukiwał celu ludzkiego życia, w ferworze walki stwierdził, że: Celem życia jest śmierć! Zwróćmy uwagę, że w pewnym momencie utworu padają słowa: Cause You and I, We were born to Die. Na końcu ginie jednak tylko dziewczyna. I tu właśnie pojawia się Baudelaire, który stwierdza, że w momencie, w którym mężczyzna upada w miłość (fall in love) do femme fatale, przeżywa swoją własną śmierć i dalej jest już tylko umarłym za życia.

 

Człowiek jako cierpiące ciało

Pieta Michała Anioła Antygona

Body i flesh

Trzeba zacząć od wprowadzenia rozróżnienia na ciało rozumiane jako flesh i body. Ciało jako body jest zdrowym organizmem, zdolnym do działania i emanującym przejawami życia. Ideał tak postrzeganego ciała urzeczywistnia słynna rzeźba Michała Anioła, która przedstawia atletycznego, silnego i pełnego wigoru Dawida. Takie ciało nie jest źródłem moralnego zobowiązania, lecz jego adresatem. To właśnie ciało jako body ma się pochylić nad cierpiącymi ciałami i przynieść im, choćby namiastkę ukojenia bólu. Natomiast ciało rozumiane jako flesh jest organizmem konsumowanym przez najbardziej wyniszczające choroby, torturowanym w miejscach kaźni i wydzielającym ohydny odór. To właśnie ono jest jednym ze źródeł zobowiązania wzywającego do podjęcia interwencji przerywającej spiralę cierpienia. Przykładem takiego ciała będzie poranione i umęczone katorgą ciało Jezusa przedstawione w filmie Pasja.

Ciało, które jest aktywnym body może w każdej chwili, nagle w mgnieniu oka przeistoczyć się w pasywne flesh, które eksponuje się, zaznacza swoją obecność, przypomina nam się w tych momentach życia, w których dotąd zdrowy organizm przestaje sprawnie funkcjonować. Przypominamy sobie o płucach, gdy zaczynamy się dusić lub o sercu, gdy doznajemy zawału. To natychmiast przywołuje skojarzenia z Heideggerowski spojrzeniem na poręczne narzędzia. Takie sprawnie funkcjonujące narzędzie (np. zegarek na ręce) zostaje w pełni wintegrowane w codzienność naszego bycia-w-świecie i nie narzuca nam ono swojej w nim obecności. Narzędzie eksponuje w sposób wyraźny swoją obecność dopiero w momencie, gdy jest zepsute. Dokładnie w ten sam sposób o swoim istnieniu przypominają niesprawne narządy naszych ciał.

Zadanie – zniszczyć martwe ciało!

Cierpiące, niesprawne lub wręcz martwe ciała sprawiają, że konfrontujemy się z wezwaniem zobowiązania, to jednak nie może zapobiec temu, by owe ciała jednocześnie nie prowokowały gniewu, nienawiści i pogardy. Obecność osoby z niepełnosprawnością może wzbudzać moralne zobowiązanie do udzielenia jej pomocy, ale jej słabość może jednocześnie prowokować uczucia pogardy, które prowadzą do wyszydzania i gnębienia osób z niesprawnymi ciałami. Widok zmasakrowanych ciał może wzbudzać poczucie zobowiązania do ich należytego pochowania, ale nawet martwe ciało może nadal wzbudzać nienawiść i stać się celem brutalnych ataków. Przykładów takiej wrogości wobec martwego ciała możemy doszukać się w różnych kulturach i epokach historycznych. Taką nienawiść widzimy w postępowaniu Achillesa, który targa wzdłuż murów Troi ciało Hektora. Podobny los spotkał amerykańskich pilotów, których helikopter Black Hawk został zestrzelony w Somalii podczas walk w stolicy kraju Mogadiszu. Nienawiść wobec ciała w niektórych przypadkach może stanowić próbę zagłuszenia dobiegającego z jego strony moralnego zobowiązania. Zniszczenie, ukrycie lub złożenie w anonimowym, zbiorowym grobie ma zagłuszyć wezwanie owego zobowiązania do zaprzestania przemocy.

Strażniczki ciała

Dokonując napiętnowania oprawców ciała, jednocześnie możemy wskazać na szlachetne przykłady kobiecych bohaterek, które odpowiadając na zobowiązanie dobiegające z otchłani zgładzonego ciała zostały jego opiekuńczymi strażniczkami. Pierwszą strażniczką ciała rzuconego na pożarcie zwierzętom jest Antygona, która pilnuje zmasakrowanych zwłok swojego brata Polinejkesa (także dziś nie brakuje Antygon domagających się prawdy o losie ciał ofiar katastrofy smoleńskiej i przeszukujących zbiorowe groby w poszukiwaniu ofiar reżimu PRL). Antygona nie wypowiada wojny, lecz troszczy się o jej ofiary. Nie zabija ciała, lecz che je pochować. Właśnie z tych powodów zostaje pochowana żywcem. Żydowskimi odpowiedniczkami Antygony są nowotestamentowe kobiety, które towarzyszyły Jezusowi podczas jego kaźni i przybyły do grobu, by pielęgnować złożone w nim ciało. Ich modlitwą był lament, który nie pozwalał zapomnieć o cierpieniu zadanym ciału. Są to Żydogreckie kobiety, które są strażniczkami ciała i towarzyszkami jego cierpienia.

 

Samsara – świątynie i kluby go-go

Samsara film Movie

Samsara podąża szlakami wytyczonymi przez takie filmy jak Baraka lub Naqoyqatsi. Jest to epicka opowieść o nieprzerwanej podróży poprzez pustkowia natury, świątynne mury, ulice gigantycznych metropolii, fabryczne hale, wysypiska ludzkości, roztańczone więzienia, defilady wojskowe i…. kluby go-go.

Człowiek nie jest częścią natury

Film uchwytuje monotonię, skamieniałość i statyczność życia natury. Pustynności środowiska naturalnego zostaje przeciwstawiony spektakularny dynamizm gigantycznych metropolii z ich tętniącymi życiem autostradami i liniami metra, które są ich aortami. Tylko betonowa dżungla tętni życiem, a jej pozorny chaos i nieuporządkowanie jest tak naprawdę harmonią sprawnie działającego organizmu. Oglądając film łatwo dostrzec jak bardzo człowiek nie pasuje do świata natury, jak bardzo jego bycie w świecie jest byciem na wspak lub przeciw naturze. Tylko człowiek buduje stoki narciarskie na pustyni, tworzy sztuczne archipelagi na wodach oceanu i żegna swoich zmarłych składając ich do trumny w kształcie dubeltówki, do której zmarły jest ładowany niczym nabój. Twórcy Samsary pokazują także jak bardzo zacierają się różnice pomiędzy człowiekiem (np. gejszą w pełnym makijażu) a robotem, gumową sex-lalką lub strachem na wróble. To nie maszyny udają prawdziwych ludzi, lecz ludzie imitują swoje sztuczne podobizny.

Łańcuch pokarmowy miasta molocha

Przepych tętniącej życiem tkanki miasta musi produkować ogromne ilości niezbędnej do przetrwania żywności. Gigantyczne fabryki, ze szwajcarską precyzją, dokonują masowego uboju zwierząt. Ich pracownicy, na co dzień obcują z tysiącami martwych i patroszonych zwierząt. Jednakże widok zwierzęcego mięsa, które jeszcze przed chwilą było żywe, nie wzbudza współczucia. Masowa produkcja mięsa prowadzi do neutralizacji traumy i wyciszenia emocji związanych z zabijaniem, których nie brakuje podczas pojedynczych ceremonii rytualnego ofiarowania zwierząt. Pożywiające się miasto tworzy monstrualne wysypiska śmieci, owe wstydliwe miejsca zamieszkiwane przez ludzi społecznego marginesu. Tu kończy się miejski łańcuch pokarmowy i ma swoje źródło początek końca. W ostateczności nie pozostaną nawet śmieci jako resztkowe ślady zanikającej ludzkości, lecz tylko pustynia z jej bezkresnymi górami piasku.

Pusta świątynia czekająca na ……. Kogo?

Samsara w pewnym momencie kontrastuje ze sobą duchowe oblicze współczesnego islamu i chrześcijaństwa. Obrazy Mekki przepełnionej niezliczonymi pielgrzymami ginącymi w anonimowości tłumu przeciwstawione zostają przepychowi najpiękniejszych świątyń chrześcijaństwa, w których nie słychać odgłosów gorliwych modlitw. W zachodnich świątyniach nie ma już ludzi, ale nadal w ich sakralnej pustce do się odczuć obecność czekającego na odkrycie Boga. Natomiast najbardziej zagadkowym i demonicznym fragmentem filmu jest szokujący performance Olivera de Sagazana prezentującego swoje słynne transfiguracje. Może to właśnie tacy bogowie wprowadzą się do pustych świątyń Zachodu?

Do posłuchania motyw gejszy, który od 1.50 płynnie przechodzi do tematu muzycznego z azjatyckiego klubu go-go, chyba najbardziej epickiej sceny filmu.

 

Margin Call i 5 grzechów głównych

Margin call

Chciwość to wybitne dzieło w dwóch kategoriach: filmu zmagającego się z realiami kryzysu ekonomicznego oraz filmu opartego na dialogach. W ramach tych kryteriów można konfrontować Chciwość z Cosmopolis, ale film Cronenberga mimo sporego potencjału odpada w tej rywalizacji w przedbiegach. Poniżej przedstawiam 5 przykładów łamania etyki biznesu, których dopuszczają się bohaterowie filmu Chandora. Oto ich 5 grzechów głównych:

1) Nieodpowiedzialna i ryzykowna polityka finansowa firmy, która prowadzi do gigantycznego kryzysu, ciągnie na dno wiele innych firm i uśmierca rynek na lata;

2) Wystawianie do odstrzału pojedynczych kozłów ofiarnych w sytuacji, w której odpowiedzialność za upadek firmy ponosi szersze grono ze ścisłego zarządu. Ofiarą takiego procederu pada w filmie Demi Moore;

3) Ratowanie firmy kosztem innych współpracujących z nią przedsiębiorstw i własnych, wieloletnich klientów;

4) Wciskanie klientom bezwartościowych towarów poprzez sugerowanie, że jest to wielka okazja i interes życia, a tak naprawdę jest to wpychanie ich na minę pełną śmierdzących odpadków;

5) Korumpowanie, przetrącanie kręgosłupów i przymuszanie pracowników do zachowywania niezgodnego z etyką. Najlepszym przykładem takiego działania jest złamanie Kevina Spacey’ego, wkręcenie go w wybitnie brudną robotę (musi on zmotywować podwładnych do sprzedawania klientom tykającej bomby, co zaowocuje totalną utratą wiarygodności i zniszczeniem ich dobrego wizerunku) i nie pozwalanie mu na odejście przerywające tonięcie w oszukańczym procederze. Możemy przypuszczać, że także główny bohater (Zachary Quito) zostanie w przyszłości wciągnięty w machinę oszustw, gdyż Jeremy Irons (szef szefów) awansował go, by mieć pod ręką zdolnych ludzi do specjalnych zadań w kryzysowych czasach.

Do przeczytania: Tomáš Sedláček – Ekonomia dobra i zła. W poszukiwaniu istoty ekonomii od Gilgamesza do Wall Street. Do obejrzenia: zwiastun, a poniżej najważniejsza i najbardziej wymowna scena z filmu.

 

Chciano postępu Ducha, otrzymano Jego gówno

Napoleon J. L. David

Wszystkiemu przewodzi Rozum!

W ujęciu Hegla dzieje ludzkości nie są zbiorem przypadkowych zdarzeń, lecz racjonalnym ciągiem koniecznych wydarzeń, które zmierzają do ostatecznego celu (telos), którym jest koniec historii. W teleologicznym rozwoju dziejów dokonuje się postęp, który polega na coraz bardziej poszerzającym się zakresie panowania wolności, która to stopniowo jest uświadamiana i przyznawana coraz większej liczbie ludzi. Całemu procesowi dziejowemu patronuje i przewodzi Rozum/Absolut (Opatrzność w bardziej religijnych interpretacjach), który stanowi metafizyczny fundament (arche) świata.

Tylko jeden jest prawdziwie człowiekiem!

Hegel rozmiłowując się w triadycznych podziałach wyróżnił trzy etapy w historii rozwoju dziejów ludzkości. Heglowska narracja zaczyna się od cywilizacji starożytnego Wschodu (Chiny, Babilon, także Egipt). W takich społecznościach prawdziwa wolność przysługiwała tylko jednej jednostce, którą był otoczony boskim kultem władca. Tylko on był w pełni człowiekiem i to dla niego wznoszono upamiętniające go monumentalne budowle lub przygotowywano złote trony, na których spoczywał boski władca, a miejsce wszystkich innych ludzi było u jego stóp. W bliższych nam czasach podobnym uprzywilejowaniem cieszył się cesarz Japonii i despotyczni dyktatorzy na Bliskim Wschodzie (złote trony w pałacach Husajna).

Aleksander niesie „ducha dziejów” na koniec świata.

Drugi etap w postępie dziejów obejmuje okres przewodzenia światu przez antyczną Grecję i Rzym. W świecie antycznych Greków wolność przysługiwała pewnej grupie ludzi, która cieszyła się statusem obywatela greckiej polis. Jednakże, wielu grupom odmawiano prawa przyznania takiego statusu. Z takim wykluczeniem spotykali się niewolnicy, kobiety, dzieci, a także metojkowie. W tym okresie ważnym epizodem były militarne podboje Aleksandra Wielkiego, który dokonał przekształcenia greckiego partykularyzmu w bardziej kosmopolityczny etos i zaniósł helleńskie idee do despotycznych wspólnot Wschodu. Natomiast, w okresie dominacji politycznej Rzymu upowszechniła się instytucja wyzwoleńca, dzięki której niewolnicy mogli uzyskać wolność, a obywatelami rzymskimi mogli zostać także cudzoziemcy (był nim np. św. Paweł z Tarsu).

Od Jezusa do Napoleona.

Trzeci etap w dziejach ludzkości rozpoczyna pojawienie się chrześcijaństwa, a kończy seria triumfalnych podbojów cesarza Napoleona. To chrześcijaństwo rozpropagowało idee równości wszystkich ludzi przed Bogiem, który obdarował ich wolnością, by mogli sami wybierać pomiędzy dobrem a złem. Wraz z chrześcijaństwem pojawiła się na świecie idea wolności wszystkich ludzi, ale nie było jeszcze wtedy możliwości ani woli politycznej do urzeczywistnienia tej idei w praktyce życia codziennego. W późniejszych wiekach możemy zaobserwować stopniowy proces sekularyzowania chrześcijańskich idei teologicznych, co zaowocowało oświeceniowym projektem uniwersalnych praw człowieka. Przełomowym momentem dla wcielania idei wolności w życie stał się okres Rewolucji Francuskiej, której zwieńczenie stanowiły wojny napoleońskie. Ideały polityczne zawarte w Kodeksie Napoleona zostały uznane przez Hegla za ostateczne zrealizowanie idei wolności w praktyce życia społecznego, tym samym dotarliśmy już do kresu dziejów.

Kosmiczni bohaterowie i kamerdynerzy dziejów.

Heglowski Rozum/Absolut przydziela w trakcie dziejowego procesu wyróżnione miejsce wybranym narodom, by to im przypadło do zrealizowania zadanie dokonania przełomów w historii ludzkości (np. antyczna Grecja, napoleońska Francja). To właśnie w takie wyróżnione narody wcielał się Heglowski duch dziejów/świata. Autor Wykładów z filozofii dziejów dokonał podziału na narody, które nie odegrały znaczącej roli w historii ludzkości i przysługiwało im zaledwie zaistnienie w procesie dziejowym (np. Polska lub kraje Afryki) oraz na narody, które w historii realizowały i wcielały w życie zamysł Rozumu/Absolutu, i które dzięki temu były narodami prawdziwie rzeczywistymi. To właśnie mając na względzie ten podział musimy odczytywać słynne słowa Hegla głoszące, że: „Co jest rozumne, jest rzeczywiste; a co jest rzeczywiste, jest rozumne”. Prawdziwie rzeczywistymi narodami są tylko te, które realizują w dziejach posłannictwo Rozumu.

Rozum oprócz wyróżniania wybranych narodów, przydziela także specjalne role wybitnym jednostkom. Hegel określał takie wyjątkowe indywidua mianem „kosmicznych bohaterów”, którzy to poprzez swoją działalność mieliby dokonywać przełomów w dziejach ludzkości i realnie przyczyniać się do rozszerzania się zakresu panowania wolności. Tacy kosmiczni bohaterowie nie kierowali się szlachetnymi powódkami służenia ogólnemu dobru ludzkości. Ich działania motywowane były przez egoistyczne pragnienia zdobycia władzy i triumfów w zwycięskich podbojach. Jednakże, na tym polegała chytrość Rozumu, iż wykorzystywał on partykularne ambicje wybitnych ludzi do realizowania swojego własnego dziejowego planu. Kosmiczni bohaterowie byli nieświadomymi marionetkami Rozumu, wcielającymi w życie jego zamysł. Nie było im jednak dane cieszyć się długo z własnych triumfów, gdyż po zrealizowaniu swojej dziejowej misji, zostali oni wyrzuceni prze Rozum na śmietnik historii. Ostatecznym przeznaczeniem Cezara, Aleksandra Wielkiego lub Napoleona było spalić się na ołtarzu historii. Wielkość takich kosmicznych bohaterów nie jest łatwo dostrzegalna przez zwykłych ludzi, którzy to widzą w nich jedynie rządnych krwi i władzy tyranów. Taką nieumiejętność dostrzeżenia dziejowej doniosłości w postępowaniu kosmicznych bohaterów, określał Hegel pogardliwie mianem uprawiania „kamerdynerskiej wizji dziejów”.

Postmoderna krótko o Heglu.

Opinię współczesnych krytyków Heglowskiej wizji podstępu ducha poprzez dziej w niewybrednych słowach streścił Lyotard: „Chciano postępu Ducha, otrzymano Jego gówno”. Tyle postmoderna w tym temacie.

Do obejrzenia: Slavoj na temat – Is It Still Possible to Be a Hegelian Today?