Boskie inferno

Zstąpienie do piekieł

Kilka przeróżnych refleksji teologicznych

Tajemnice Męki Pańskiej

W moim genewskim referacie przekonywałem, że przerażający krzyk Jezusa: Boże mój, czemuś mnie opuścił, był następstwem przejścia Jezusa przez radykalne doświadczenie duchowej pustki, którą św. Jan od Krzyża określił mianem „ciemnej nocy wiary”. Tego zwątpienia w opiekuńczą obecność Boga doznała także błogosławiona Matka Teresa z Kalkuty, która w ten sposób otrzymała duchowy stygmat. Jednakże tajemnicę krzyku Jezusa można jeszcze powiązać z faktem przyjęcia przez Chrystusa grzechów całej ludzkości. Jezus sam nie zgrzeszył, ale sam na sobie doświadczył ciężaru i spustoszenia wywoływanego w duszy przez grzech. Zło związane z grzechem wykopuje przepaść, która oddziela człowieka od Boga. Ta żelazna kurtyna sprawia, że przestajemy doświadczać łaski Boga. Dlatego Jezus przygnieciony brzemieniem ludzkich grzechów, czuje się opuszczony przez swego Ojca. Jezus doświadczył zła grzechu, więc i to doświadczenie ludzkiej natury nie było Mu obce.

Zstąpienie do piekieł

Jeśli Jezus umierał obciążony grzechami całej ludzkości, to jedynym miejscem, do którego mógł się udać po śmierci było piekło. Na tym właśnie polega tajemnica Wielkiej Soboty. Zstąpienie do piekła jest ostatnim upokorzeniem Jezusa, ostatecznym policzkiem przyjmowanym w imieniu ludzkości. Zaprawdę, był taki czas, w którym sam Bóg cierpiał w piekle i nie odmówił sobie także tego uniżenia. Dopiero zmartwychwstanie trzeciego dnia jest triumfem nad złem, śmiercią i wyjściem z piekła.

Nadzieja powszechnego zbawienia?

Wizja Chrystusa otwierającego bramy piekła pobudzała teologów do snucia nadziei na powszechność zbawienia. Skoro Jezus mógł opuścić piekło, to być może jest nadzieja dla reszty cierpiących. W ten sposób docieramy do starej kontrowersji związanej z ideą „pustego piekła”, którą to można wyrazić w przynajmniej dwóch wariantach. Pierwsza wersja jest skrajnie liberalna i neguje istnienie piekła jako takiego, głosząc absolutny prymat boskiego miłosierdzia nad sprawiedliwością. W ten sposób po śmierci wszyscy, z automatu, lądują na niebiańskich salonach. W mniej liberalnej wersji piekło jest miejscem oczyszczenia duszy poprzez ogień. Sprawiedliwość wymaga odpokutowania win w piekle, ale miłosierdzie nie pozwala na wieczne potępienie. W takim przypadku czyściec staje się zbyteczny, a sam szatan jako ostatni opuszcza piekło, gasząc w nim światło. Od tej chwili piekło jest już tylko pustką.

 

Reklamy

Szturm na Bibliotekę Aleksandryjską jako akt wyzwoleńczy?

Davus Agora Parabolani

Parabolanie – Ci, którzy ryzykują życie

Parabolanie byli antycznym bractwem które oddawało się służbie ubogim i nieuleczalnie chorym. Często także zajmowali się grzebaniem umarłych, którym śmierć przyniosły niebezpieczne choroby. Z tego powodu zyskali przydomek „Ci, którzy ryzykują życie” i są gotowi na śmierć służąc Chrystusowi. Działali głównie w okolicach Aleksandrii. Z jednej strony byli ostatnią nadzieją dla wyklętych antycznego świata, ale z drugiej strony byli też bojówkami aleksandryjskich patriarchów. W torbach nosili chleb dla ubogich oraz kamienie. Brali czynny udział w atakach na pogan i żydów oraz w napaści na aleksandryjskiego prefekta Orestesa. Za atak na prefekta odpowiadał mnich Amoniusz, którego biskup Cyryl chciał ogłosić męczennikiem, ale sprzeciwiły się temu aleksandryjskie elity chrześcijańskie, które uznały, że śmierć Amoniusza była słuszną karą za poczynione przez niego niesprawiedliwości. Parabolanie uczestniczyli też w kampanii przeciwka Hypatii z Aleksandrii, która zakończyła się jej śmiercią. Rozbili także II Sobór efeski, który przeszedł do historii Kościoła jako synod zbójecki. Ich bractwo było prawdziwym paradoksem, w którym miłosierdzie i dar chleba przenikały się z nienawiścią i kamienowaniem. Ten paradoks uchwycił film Agora, do którego raz jeszcze powrócę.

Religia wyzwolenia, która staje się teokracją

Przyjrzyjmy się dokładnie scenie zniszczenia aleksandryjskiej biblioteki. Czy jest ona jedynie przejawem religijnego barbarzyństwa? A może zawiera się w niej opowieść o wyzwoleniu i początku nowego świata. Filmowy Davus jest sługą Hypatii, która traktuje go z szacunkiem, ale mimo całej swej filozoficznej mądrości nie neguje niesprawiedliwości antycznego świata opartego na niewolnictwie. W scenie ataku na bibliotekę jej obrońcy reprezentują stary, kastowy i elitarystyczny świat antyku. Natomiast szturmujący ją tłum jest zwiastunem fali nowego, uniwersalistycznego, egalitarnego, chrześcijańskiego świata. W kluczowej scenie Davus stoi pośród wiwatujących chrześcijan i nagle słyszy wołający go krzyk parabolanina Amoniusza. Mnich wykrzykuje do niego – „Niewolniku!” i prosi o pomoc w obalaniu greckiego posągu. Wraz ze zniszczeniem posągów upada elitarystyczny system niewolnictwa, który kultywował antyczny świat. W tej scenie chrześcijaństwo zostaje ukazane jako religia wyzwolenia. Ale co ze zniszczeniem biblioteki? Czy nie był to akt czystej destrukcji? Lewicowi zwolennicy teologii wyzwolenia nie powinni dostrzegać w tym zdarzeniu barbarzyństwa, lecz raczej akt wyzwoleńczy. Rewolucjoniści roku 1968 sami nawoływali do okupowania uniwersytetów i palenia bibliotek, w których znajdowały się reakcjonistyczne książki podtrzymujące niesprawiedliwość faszystowskiego systemu świata. Co mogli przeczytać szturmujący bibliotekę chrześcijanie wywodzący się z domów niewolników? Mogli przeczytać najwybitniejszego greckiego filozofa, który głosił, że urodzili się niewolnikami i jako niewolnicy są jedynie ożywionymi narzędziami. Po co im cała mądrość antycznego świata, skoro nie może ona im dać wolności?

Nic jednak nie jest dane raz na zawsze. Żadna idea nie jest zabezpieczona przed własnym samozaprzeczeniem. Religia wyzwolenia może stać się opresyjną teokracją. Parabolanie z inicjatorów wyzwoleńczego ruchu mogą przeistoczyć się w militarne bojówki. Dokładnie to przejście widzimy w scenie konfrontacji pomiędzy Cyrylem (który chciał przymusić polityków do publicznego odcięcia się i potępienia Hypatii) i prefektem Orestesem (ostatnim sojusznikiem filozofki). Tu znów główną rolę odgrywa Amoniusz, który wykrzykuje głośno pytanie: Czy prefekt nie uklęknie przed biskupem? Tak wdziera się podział i głęboka rana w żywej tkance młodego chrześcijaństwa. Chleb w torbach zawsze może zmienić się w kamienie. W ludzkim świecie „tego świata” nie ma bezpiecznych idei.

Do posłuchania: The Rule of the Parabolani. Poniżej: Scena zniszczenia Biblioteki Aleksandryjskiej od 6.30 najważniejszy fragment.

 

Dlaczego nie ma chrześcijańskiego anime?

Anime Chrześcijaństwo

Mangowa fantazja o chrześcijaństwie

Zdecydowana większość najważniejszych anime tworzonych jest w Japonii, w której chrześcijanie stanowią mniejszość religijną. Realnych chrześcijan jest w Japonii niewielu, ale dwóch niedawnych premierów, Taro Aso i Yukio Hatoyama, to wyznawcy katolicyzmu i protestantyzmu. Jednakże nie da się nie zauważyć, że popkulturowe chrześcijaństwo cieszy się w Kraju Kwitnącej Wiśni dużą popularnością. Chrześcijaństwo ma bowiem w Japonii pociągający smak egzotyki, którą trzeba odpowiednio zmodyfikować, by uczynić jeszcze bardziej cool. W ten sposób powstała specyficzna mangowa fantazja o chrześcijaństwie. Jakie są cechy tej fantazji? W mangach i anime nikt nie dba o adekwatne przedstawienie doktryny chrześcijańskiej oraz kościelnych rytuałów. W świecie anime wszystko jest możliwe, kardynałem może być kobieta a dziecko papieżem. Często przedstawia się Kościół katolicki jako zmilitaryzowaną organizację, której duchowieństwo uzbrojone w najnowocześniejszy arsenał zwalcza demony, wampiry lub zombie. Ewentualnie Kościół jest ukazywany jako złowroga organizacja, która została opanowana przez tzw. badassów, dążących do opanowania świata. Poza tym egzorcyzmy stają się kolejnymi magicznymi rytuałami, a duchowieństwo to nastoletni księża o urodzie bishonenów, biuściaste zakonnice i fashoniści, którzy nie spowiadają bez awangardowej fryzury, makijażu i ekscentrycznego uniformu. Generalnie dominująca mangowa subkultura nie jest zbytnio przyjaznym medium dla ortodoksyjnego chrześcijaństwa, gdyż jest w różnym stopniu przesiąknięta przemocą, wszechobecną erotyką i licznymi wątkami homoseksualnymi.

Od rozważań teologicznych do porno horrorów

Można wskazać sporo przykładów anime, w których wykorzystuje się motywy chrześcijańskie. Są oczywiście próby przerobienia Biblii na mangowy komiks lub przeniesienia na ekrany ostatnich chwil z życia Jezusa, czego dobrym przykładem jest animacja My Last Days. Poza tym są anime, które zawierają bardzo pozytywne przesłania i apologię uniwersalnych wartości, pod którymi mogą śmiało podpisać się także wyznawcy chrześcijaństwa. Dobrymi przykładami tego typu produkcji będą liczne animacje Studia Ghibli. Jednakże w zdecydowanej większości anime, które zawierają motywy chrześcijańskie można zaliczyć do gatunków religijnych horrorów, opowieści o egzorcystach lub pamiętników łowców wampirów (Blue Exorcist, Trinity Blood). Oprócz demonicznych, mamy także anielskie anime, choć w starym Angel Sanctuary mamy do czynienia raczej z aniołami już upadłymi. W tej kategorii pozytywnie wyróżnia się anime Haibane Renmei, które nie tylko odwołuje się do postaci cherubinów, ale jest także bardzo interesującą opowieścią o poszukiwaniu przebaczenia. W anime silnie reprezentowana jest także technognoza, którą znajdziemy w opowieści o modlących się robotach w Ergo Proxy oraz w absolutnie kultowym Ghost in the Shell, w którym pojawiają się też cytaty z Pawła z Tarsu. Zdarzają się też ciekawe anime, w których zawarte są teologiczne pytania o istnienie Boga i naturę zła. Tu dobrym przykładem jest romantyczny serial Ef – The Tale of Memories. Mniej wyrafinowanym gatunkiem są klasyczne strzelanki, w których zakonnice z dużym biustem i jeszcze większymi pistoletami rozwalają potwory wszelkiego typu (Chrono Crusade). Ten gatunek czasem degeneruje się w pornograficzne horrory typu hardcore hentai (Bible Black). Tu miejscem akcji, podobnie jak w oświeceniowych powieściach pornograficznych, często staje się plebania lub opactwo.

Evangelion i Hellsing

Nie można rozmawiać o chrześcijaństwie w anime bez nieco szerszego omówienia takich klasyków jak Neo Genesis Evangelion i Hellsing. Evangelion wprowadził modę na instrumentalne wykorzystywanie symboliki judeochrześcijańskiej. Sam wykorzystywał motywy Lilith, włóczni Longinusa i zwojów z Qumran. Trudno tu mówić o jakiś przemyślanym nawiązywaniu do chrześcijaństwa, raczej te motywy zostały wykorzystane jako element egzotyki, czyniący anime bardziej cool. To wykorzystanie przez twórców Evangeliona motywów religii zachodnich można interpretować na przynamniej dwa sposoby. Po pierwsze, może to być przejaw przyjęcia postmodernistycznej konwencji, która nakazuje mieszanie różnych form i treści kulturowych, bez konieczności nadawania im jakiejś spójnej całości. Po drugie, w Evangelionie może być zawarta przestroga przed imperializmem Zachodu. Chrześcijaństwo w anime jest często synonimem obcości, czegoś zewnętrznego i cudzoziemskiego, co może być zagrożeniem dla rdzennej tożsamości Japonii. W takim przypadku krzyż, który pojawia się na niebie po ataku aniołów, może być odczytywany jako widmo kulturowej kolonizacji, którą niesie chrześcijaństwo.

Najbardziej hardcorowym anime wykorzystującym motywy chrześcijańskie jest Hellsing Ultimate, któremu towarzyszy trzyodcinkowa seria Hellsing Dawn, której akcja dzieje się w Warszawie podczas Powstania Warszawskiego. W tym klasyku anime mamy do czynienia z brutalnym konfliktem trzech potężnych organizacji. Pierwszą z nich jest tytułowa organizacja Hellsing, która reprezentuje Kościół Anglii. Jej najpotężniejszym żołnierzem jest demoniczny Alucard. By odkryć jego prawdziwa tożsamość wystarczy odczytać imię od tyłu. Drugą siłą w tym konflikcie jest nazistowska i okultystyczna organizacja Millenium, której zastępy zasilają faszystowskie ghule. Trzecim graczem jest watykański Instytut Iskariota, którego defilady przypominają procesje wielkanocne w Hiszpanii. Instytutem dowodzi złowrogi arcybiskup Enrico Maxwell, a jego najpotężniejszym wojownikiem jest ojciec Alexander Anderson, który dysponuje nadprzyrodzonymi mocami. Przebieg konfliktu nie jest zbyt skomplikowany. Naziści napadają na Anglię, w konflikt angażuje się Instytut Iskariota, który chce zniszczenia wampirycznych demonów, ale jeśli przy okazji padnie kilku heretyków, to też nic się nie stanie. Nie mam wątpliwości, że w oczach księdza Natanka Hellsing to anime totalnie diaboliczne i każdy kto wchodzi z nim w jakikolwiek kontakt staje się kandydatem do natychmiastowego opętania, ale myślę, że pewne jego wątki mogą się spodobać antymodernistycznym integrystom, krzyżowcom i zwolennikom katolickiej supremacji.

Do obejrzenia: Tribute dla arcybiskupa Enrico Maxwella. Poniżej: materiał promocyjny Instytutu Iskariota.

 

Święty Paweł na szwajcarskim areopagu

Św. Paweł na Areopagu

Relacja z mojej podróży do Genewy na konferencję: The Wisdom and Foolishness of God. Reconsidering 1 Corinthians 1-2.

Podróż

Wybrałem podróż autokarem (Almabus), z Poznania do Genewy jedzie się dokładnie 24 godziny. Po drodze jest kilka przesiadek, bo trzeba pozbierać pasażerów z całego kraju. Kontrola dokumentów odbyła się we Wrocławiu, na granicy szwajcarskiej są niby jakieś bramki, ale żadnemu celnikowi nie chciało się ruszać z jego budki, więc wjazd i wyjazd odbył się bez przeszkód. W autokarach jest darmowe wi-fi, ale tylko na terenie Polski, w trakcie podróży pokazują filmy, w drodze powrotnej podróżowało z nami sporo dzieci i to matki wybierały film, by potem nie było pretensji do kierowcy o demoralizowanie młodzieży. Wybór padł na film Miłość i inne używki (z Anne Hathaway), miała to być komedia romantyczna, ale była raczej erotyczna, bo sceny łóżkowe były co 15 minut. Na postojach pojawiali się panowie oferujący grę w trzy karty, kierowca opowiadał, że już raz jeden podróżny zostawił u nich 3000 franków i potem gonił przez pole ziemniaków. W drodze powrotnej chciał wsiąść facet nawalony jak stodoła, ale całe szczęście kierowca nie wpuścił go do środka i zostawił na dworcu. W drodze do Szwajcarii wśród pasażerów było dwóch Rosjan, którzy wysiedli zaraz po przekroczeniu szwajcarskiej granicy, choć nie było tam postoju. Wzięli walizy i ruszyli w ciemny las, w krzaczki na maślaczki. Po drodze był postój w Pradze, która nocą prezentowała się bardzo okazale, choć na ulicach pełno kasyn i klubów erotycznych. Hitem był sklep – „Szybkie papu”. Poza tym był także nocny postój pod Allianz Arena w Monachium oraz poranne opowieści pana, który przekonywał jak to za komuny ludzie tworzyli wspólnotę, bo się integrowali stojąc w sklepowych kolejkach. A teraz, co mamy? Wiecznie błąkających się samotnych nomadów centrów handlowych.

Genewa

Generalnie postoje były w większości najważniejszych szwajcarskich miast takich jak: Zurych, Bazylea, Berno czy Lozanna. Wszędzie pełno plakatów nawołujących do brania udziału w demokracji bezpośredniej. W niektórych miastach posegregowane śmieci wystawiane są bez kubłów prosto na ulicę. Troszkę to dziwnie wygląda, bo człowiek idzie sobie ulicą a tu pełno wystawionych przy drzwiach śmieci stoi na chodnikach. Wyraźnie widać, ze szwajcarskie konta bankowe przekładają się mocno na średni poziom życia, bo na ulicach pełno kosmicznie drogich samochodów. Sama Genewa nie jest zbyt dużym miastem i ma zdecydowanie mniej mieszkańców niż Poznań. Jest to miasto francuskojęzyczne, ale spokojnie można tam się dogadać po niemiecku lub angielsku. Gdy dojechałem na miejsce, to przed rządowymi urzędami trwały akurat antyreżimowe protesty Irańczyków. Na ulicach panuje pełen multikulturalizm. Mieszka tam bardzo wielu Hindusów, Azjatów, Arabów i emigrantów z Afryki. Na reprezentacyjnych ulicach panuje wystawny przepych. Hotele wyglądają jak pałace, a sklepik z czekoladkami wygląda jakby tam zaraz miała wpaść jakaś królowa. Jadąc na wakacje trzeba pamiętać, by zabrać furę pieniędzy ze sobą. Za pokój trzeba zapłacić ponad 100 franków, za talerz spaghetti 30, nawet udawany francuski hot dog z budki na dworcu kosztuje 10 franków. Niestety w wielu miejscach każą sobie płacić za dostęp do hot-spotów, a ceny rozmów w roamingu są tam kosmiczne. Plusem jest to, że w hotelu dostałem kartę na darmowe przejazdy komunikacją miejską i mogłem liczyć na świetne śniadania przynoszone do pokoju. Jednakże i tam dotarł kryzys, na ulicy otrzymałem ulotkę z informację o likwidacji sklepu Dolce&Gabbany, wszystko minus 70 procent. Nawet takie marki muszą się tanio sprzedawać. Niestety z powodu obowiązków konferencyjnych nie miałem wiele czasu na zwiedzanie, ale załapałem się na ich gigantyczną fontannę, wyspę Rousseau, genewskie szachy uliczne oraz słynną ścianę reformacji. Trafiłem także na katolickie kościoły, w których nierzadko panuje ekumeniczny minimalizm, który prowadzi do tego, że ich wnętrza są bardzo skromnie zdobione. Natomiast w zborach kalwińskich nie ma praktycznie niczego, krzyż i mównica to praktycznie wszystko. Powiedzenie „pusto jak w kalwińskim zborze” jest jak najbardziej prawdziwe.

Konferencja

Dwa główne wykłady konferencji wygłosili: John Barclay (The Crucifixion as Wisdom: Exploring the Ideology of a Disreputable Social Movement) oraz John D. Caputo (The Weaknes of God and the Possibility of Radical Theology). Nagrania video obu wykładów można obejrzeć na stronie genewskiego uniwersytetu. Badaniu teologii słabego Boga, która promuje Caputo, poświeciłem kilka ostatnich lat. Moim udziałem w konferencji zakończyłem okres poświęcony na studiowanie tej koncepcji i przerzucam się na ortodoksję Chestertona. Poza tym na konferencji można było wysłuchać wiele interesujących referatów. Najciekawszą osobowością był prof. Andrew Louth, przedstawiciel kościoła prawosławnego, który wygłosił referat na temat Maksyma Wyznawcy. Popis intelektualnej siły dał Philipp Stoellger, który aparycją przypomina Foucaulta i obstawiał zwycięstwo Borussi Dortmund w finale Ligi Mistrzów. Pawłowa krytykę teokracji przedstawił David W. Odell-Scott. Kellen Plaxco, młody stypendysta Fundacji Fulbrighta pokazał recepcję listów Apostoła w twórczości Orygenesa i Didymusa zwanego Ślepym. Pojawił się także św. Tomasz z Akwinu, a to za sprawą referatów Michaela T. Dempsey’a i Adama Eitel’a. Bardzo dużym zainteresowaniem cieszyły się referaty poświęcone teologicznej myśli Karla Barth’a. W tym temacie brylował Andrew Hay. Z ciekawostek warto wspomnieć, że dominującą formą było czytanie referatu z kartki. Słuchacze mieli także swoje własne egzemplarze tekstów. Cierpiała na tym interakcja mówcy z salą, bo referent czytał tekst a słuchacze razem z nim czytają swój egzemplarz jego przemówienia i skupiają się na podkreślaniu ważniejszych fragmentów. Dochodziło do tego, że cała sala w jednym momencie przewracała strony. Nagrania audio wszystkich wymienionych referatów dostępne są na w sieci.

Chesterton i skandal Krzyża

Św. Paweł głosił, że Krzyż jest zgorszeniem dla Żydów. Można jednak postawić pytanie: czy Krzyż może być także zgorszeniem dla chrześcijańskich teologów, a jeśli tak to jakie wydarzenie z ostatnich chwil życia Jezusa może wprawiać ich w zakłopotanie? Być może takim skandalizującym momentem jest przeraźliwy krzyk Jezusa: „Boże mój czemuś mnie opuścił”. Chesterton w swojej wzbudzającej drżenie romancy o ortodoksji sugeruje, że tylko w chrześcijaństwie sam Bóg przez moment „wydawał się być ateistą”. Odwołując się do ezoteryczno-egzoterycznej hermeneutyki czytania tekstów, którą zaproponował Leo Strauss można podać argumenty wskazujące na to, że ezoterycznym przesłaniem Chestertona jest teza, iż sam Bóg nie tylko „wydawał się” być ateistą, lecz był ateistą przez moment. To wahanie wiary u umierającego Jezusa można zinterpretować na przynamniej dwa sposoby. W pełni ateistyczne konsekwencje wyciąga Žižek, który głosi, że wraz z Jezusem na krzyżu umiera idea opiekuńczego „wielkiego Innego”. Po tak rozumianej „śmierci Boga” pozostaje jedynie Duch Święty, rozumiany jako uniwersalna komuna bez partykularnych podziałów, której Žižek nadaje wymiar stricte polityczny. Druga interpretacja odnosi się do mistycznej koncepcji „ciemnej nocy wiary”, o której pisał św. Jan od Krzyża. Noc wiary jest przepełnionym cierpieniem poczuciem bycia opuszczonym przez Boga. Ciemna noc duszy nie jest karą, ale specyficznym darem, który otrzymują najwierniejsi Bogu wybrańcy. Tego miał właśnie doświadczyć umierający Jezus, a wraz z nim błogosławiona Matka Teresa, która w ten sposób otrzymała duchowy stygmat. Jednakże ewangeliści przekazali nam także inne słowa Jezusa, w których rzekł On: „Ojcze w twoje ręce powierzam ducha mego”. To daje nam nadzieje na to, że mimo zwątpienia, w ostatniej chwili życia w akcie szalonej logiki, Jezus powierzył swoją duszę Bogu, któremu jeszcze przed chwilą zadawał pełne wątpliwości pytanie. Tym samym dał przykład postawy, która św. Paweł nazwał w pięknych słowach „nadzieją wbrew wszelkiej nadziei”. Tak w skrócie wyglądał mój referat. Tu można się zapoznać z moją prezentacją.

Poniżej: Rummelsnuff – gwiazda genewskich juwenaliów 🙂

 

Zombie w czasie stanu wojennego

Sztuka znikania wudu katolicyzm zombie

Obiecaną relację z wyprawy do Genewy opublikuję jak tylko w Internecie umieszczone zostaną materiały z konferencji. Dziś polecam zainteresować się intrygującym filmem dokumentalnym Sztuka znikania.

Gdy na Haiti wybuchł wyzwoleńczy bunt czarnej ludności wyspy, Napoleon zorganizował misję wojskową, która miała stłumić rewoltę. Uczestniczyli w nie Polacy, którzy sami cierpiąc z powodu zniewolenia własnej Ojczyzny, sympatyzowali z rewolucjonistami. Część ocalałych żołnierzy zdecydowała się pozostać na wyspie. W ten sposób splotły się polsko-haitańskie losy i rozkwitała duchowość będąca połączeniem katolicyzmu i wudu. Tak Matka Boska Częstochowska stała się boginią Erzulie, której policzek jest okaleczony trzema ranami.

Sługą bogini został także Amon Fremon, niebieskooki potomek polskich żołnierzy, który w 1980 roku przybył do Polskiej Republiki Ludowej. Początkowo otaczająca go socrealistyczna rzeczywistość wydawała się mu bardzo obca i dziwna. Amon trafił pewnego dnia na hucznie obchodzone narodowe dożynki, podczas których kobiety w ludowych strojach odprawiały rytualne tańce, skierowane do starców zmurszałej kasty partyjnych kapłanów. Nie tylko oni wydawali się być niepodatni na zaklęcia rzucane podczas rytualnych obrzędów. Dla przybysza z Haiti, Polacy wydawali się zapadać w otepieńczy sen, by nagle przebudzać się z marazmu kilometrowych kolejek i walczyć o cokolwiek, co zostało rzucone do sklepów. Potężne blokowiska przytłaczały pustką swych przestrzeni i bez oporu zanurzały się w ciemność chmurzącego się nieba. Tak zaczynała się noc demonów.

Amon wyrusza na poszukiwania sekretnego portalu, poprzez który duchy wkraczają do świata żywych. Odnajduje Pałac Kultury, który przypomina mu haitański nagrobek, z tą różnicą, że posiada okna. Okna w nagrobku to bardzo zły pomysł, gdyż to właśnie one są portalem otwierającym drogę duchom śmierci do nawiedzania polskiej rzeczywistości. Polakom wydawało się, że potrafili pokonać demony. Amon wspomina jak na bramie stoczni zawiesili portrety świętych i triumfalnie obnosili na rękach kapłana bogini Erzulie. Gość z Haiti, „dotknięty przez wiatr”, doświadczył bezpośredniej obecności bogini, która ostrzegła go, że duchy śmierci jeszcze nie zostały pokonane i przygotowują się do kolejnego ataku. Amon nie milczał, rozgłaszał to, co zostało mu objawione. Jednakże Polacy go nie usłuchali i odepchnęli. Wtedy zrozumiał, że bóstwa wybrały go do samotnej misji wyzwolenia Ojczyzny przodków z demonicznego amoku. Zwiastunem powrotu duchów śmierci była sroga zima, po której nastąpiła długa noc. To wtedy na ulice polskich miast wyległy szwadrony zombie (genialna scena przedstawiająca oddziały ZOMO, które w maskach gazowych wyłaniają się z ciemnego tunelu). Ludzie bali się zombie, gdyż wiedzieli, że w pobliżu musi się znajdować potężny kapłan, który zniewala i niszczy ludzkie dusze. Tym kapłanem był Jaruzelski. To właśnie z nim musiał się zmierzyć Amon. Czuł jednak, że haitańskie zaklęcia są zbyt słabe, by wyzwolić Polskę z demonicznego zniewolenia. Musiał wiec poszukać potężnego wsparcia. Odnalazł je w zaklęciach zawartych na stronicach Dziadów Mickiewicza. Amon odprawił rytuał, po którym wrócił do domu. Tam nikt go nie rozpoznaje. Wszyscy twierdzą, że stał się „biały”. Nigdy więcej nie odprawi już żadnego rytuału, gdyż swoje moce duchowe złożył w ofierze za uwolnienie Ojczyzny przodków. Ofiara została przyjęta, ale czy walka z duchami śmierci została zakończona? Przecież portal stojący w środku stolicy pozostaje nadal otwarty.

Do posłuchania: Sztywny Pal Azji – Nie gniewaj się na mnie Polsko oraz Wieża radości, wieża samotności.

 

Nie można Bogu służyć i Mamonie

Brands of Faith marketing religijny

Sugestia, że religia mogłaby zostać sprowadzona do wymiaru kolejnego produktu lub usługi oferowanej na rynku może wydawać się bardzo dziwna. Przecież to właśnie obietnica wyrwania człowieka z materialistycznej matni była tym elementem religii, który ją najlepiej sprzedawał i do niej przyciągał. Jednakże religia jako produkt nie jest żadnym widmem przyszłości, lecz jak najbardziej realną teraźniejszością. Przykładów można podać kilka. Wystarczy przyjrzeć się współczesnemu rozkwitowi celebryckiej kabały, nieco zmurszałemu już urokowi postmodernistycznej religijności New Age lub aktywnośc amerykańskich teleewangelistów takich jak Joel Osteen. Natomiast klasycznym przykładem religii, która już od swego zarania była towarem jest scjentologia, której twórca piszący opowiadania science-fiction w pewnym momencie wpadł na pomysł, by wizje świata w nich zawartą zacząć przedstawiać jako nową duchowość i alternatywną, wobec tradycyjnych kultów, religię.

Wskazane instytucje religijne zostały uznane przez Mara’e Einstein za najważniejsze przykłady „religijnych marek”. Działalność marketingowa tego typu nowych ruchów religijnych wykracza daleko poza handel przedmiotami z zakresu dewocjonaliów i ofertami biur podróży wspomagających organizację zbiorowych pielgrzymek. Takie nowe ruchu religijne, które pogodziły się z logiką konsumpcyjnej kultury, odrzucają ascetyzm i zaczynają koncentrować się na pomnażaniu własnych zasobów finansowych. W takiej sytuacji przestaje się liczyć wierność uniwersalnym i niezmiennym dogmatom, a na pierwszym miejscu stawia się praktyczną umiejętność dopasowywania się do potrzeb wiernych/klientów.

Tematyka relacji pomiędzy marketingiem i religią jest ważna także dla bardziej tradycyjnych form wiary. Religie nie rywalizują tylko pomiędzy sobą, lecz także konkurują z wieloma innymi świeckimi koncepcjami i stylami życia. By móc z nimi skutecznie konkurować tradycyjne religie muszą otworzyć się na nowatorskie środki komunikacji i zgłębiać praktyki dobrego marketingu. Także one powinny zadbać o swój wizerunek i budować swoją dobra markę. Natomiast kwestią sporną pozostaje pytanie o siłę wpływu otwarcia się tradycyjnie nierynkowych instytucji na logikę marketingu. Czy po takim otwarciu mogą one pozostać w istotowym zakresie niezmienione? Czy też takie otwarcie zawsze zawiera w sobie możliwość podążenia w kierunku religii postrzeganej jako pewna rynkowa usługa?

Do poczytania bardzo ciekawy blog autorki książki. Poniżej: intro do filmu stygmaty.

 

Abraham nie chciał zabić Izaaka

Abraha i Izaak

Dziś krótka medytacja nad losem Abrahama podążającego na górę Moria.

Abraham jako rycerz wiary

Czy Abraham był prawdziwym rycerzem wiary, który nie rozumiejąc nakazów Boga, wybrał drogę pokornego zawierzenia jego słowom i przyodział się w stalowy pancerz rycerzy wiary? Być może Abraham nie zdał testu, któremu został poddany przez Boga. Może powinien protestować, bronić przykazania o świętości życia. Może właśnie tego oczekiwał od niego Jahwe. Być może opowieść o Abrahamie miała służyć pokazaniu, że Bóg nie oczekuje krwawych ofiar składanych z ludzi, a jedyną taką ofiarą będzie śmierć Jego własnego Syna na krzyżu.

Najważniejszym komentarzem filozoficznym do historii Abrahama są oczywiście refleksje Kierkegaarda zawarte w jego Bojaźni i drżeniu. To właśnie tam pojawia się kluczowy motyw teologicznego zawieszenia etyki. Czyż, bowiem Bóg nie musiał zawiesić obowiązywania moralnego prawa, które zakazuje odbierania życia, by w ten sposób móc wystawić na próbę Abrahama. Zaiste mrok tajemnic skrywa się w tej opowieści, czytanej z bojaźnią i drżeniem.

Abrahamiczne źródło wszelkiego zła

„Nowi ateiści” przynależą do najzagorzalszych krytyków Abrahama. Dla Dawkinasa i Hitchensa jest on wzorowym przykładem skrajnego fanatyka, który w imię religijnych urojeń był gotów zostać mordercą swojego ukochanego syna. Jest on przestrogą wskazującą, że religia potrafi pchnąć dobrych ludzi do zbrodniczych czynów. Hitch zwykł komentować historię o ofiarowaniu Izaaka w charakterystycznym dla siebie radykalnym stylu bezpardonowego stwierdzenia: Gdyby ktokolwiek oczekiwał ode mnie krwi moich dzieci, to otrzymałby tylko jedną odpowiedź – Fuck Off! Dla „nowych ateistów” źródło wszelkiego religijnego zła wypływa właśnie z tej opowieści.

Me voici – Oto jestem

Spróbujmy sformułować apologię Abrahama i uwolnić go od oskarżeń o posiadanie intencji zabicia własnego syna. Przyjmijmy, że Abraham był przepełniony pasją niemożliwego (passion of the impossible). Niemożliwe nie oznacza w tym przypadku logicznej sprzeczności (sytuacji, w której coś istnieje i jednocześnie nie istnieje). Niemożliwym (w ujęciu Derridy i Caputo) jest to, czego absolutnie nie możemy oczekiwać i spodziewać się, że to może się wydarzyć. To co niemożliwe nie musi łamać żadnego prawa natury. Wystarczy, że to co niemożliwe wydarzy się nieoczekiwanie i zaskoczy nas w totalnym nieprzygotowaniu. Żyć pasją niemożliwego, to mieć nadzieje na możliwość wydarzenia się czegoś niemożliwego. Abraham idąc na górę Moria był cały czas przepełniony tego rodzaju pasją. Otrzymał jasny rozkaz od Boga: Izaak musi umrzeć! Patriarcha dobrze wiedział, że nakazy Boga są nieodwołalne, więc jego syn umiłowany będzie musiał niechybnie zginać. Cały czas pamiętał jednak piękną obietnicę zostania ojcem dla całego Izraela, którą wcześniej złożył mu Bóg. Ruszył więc Abraham na górę Moria i choć rozum podpowiadał mu, że nie ma szans na ocalenie Izaaka, to on mimo tego oddał się szalonej nadziei wbrew wszelkiej nadziei na to, że wydarzy się to, co niemożliwe i Izaak zostaniu mu zwrócony. Abraham podczas całej swej podróży nie maszerował z przekonaniem w głowie, że idzie zabić własnego syna. Abraham przez całą drogę wierzył (nawet w momencie gdy podnosił nóż), że wydarzy się coś niemożliwego i Izaak zostanie ocalony. I tak właśnie się stało! W ten sposób Abraham ukazał w działaniu trzy cnoty świętego Pawła. Musiał wierzyć, bo był zdezorientowany sprzecznymi ze sobą słowami Boga. Musiał mieć nadzieje do samego końca, że Izaak ocaleje. By móc zawierzyć Bogu i pokładać w Nim nadzieję musiał Boga kochać.

PS: Historia Abrahama jest ważnym tłem filmu Fanatyk. Pojawia się tam hipoteza głosząca, że Izaak jednak zginął na górze Moria.

 

Czy warto obsrywać Darwina?

Darwin Fronda Teizm ewolucjonistyczny

Poniżej: 4 perspektywy teoretyczne w toczącej się potyczce „nowych ateistów” i współczesnych apologetów religii.

Metafizyka ewolucjonistycznego ateizmu

Pamiętajmy, że teoria ewolucji nie może wyjaśnić początków życia na Ziemi. Jest to jedynie koncepcja opisująca proces przemiany zastanych już form życia. Ewolucja nie rozstrzygnie też kwestii istnienia lub nieistnienia Boga. Twierdzenie, że teoria ewolucji potwierdza ateistyczną wizję świata jest tylko spekulatywno-metafizyczną hipotezą dodaną do naukowych faktów. Współczesny ewolucjonistyczny ateizm ma też niedobrą skłonność do przekształcania stricte biologicznej teorii ewolucji w metanarrację ewolucjonizmu, który staje się uniwersalnym wytrychem do rozwiązania zagadek Wszechświata. Nauczanie na lekcjach biologii, że Bóg stworzył wszystko jest nieuzasadnione. Tak samo jest z wpychaniem do głów propagandy o tym, że ewolucja obala religijną wizję świata.

Kreacjonizm młodej Ziemi

W ramach tej koncepcji przyjmuje się dosłowną interpretację Księgi Rodzaju i oblicza wiek Ziemi w oparciu o teksty biblijne. Akceptuje się tylko mikroewolucję, czyli możliwość zajścia pewnych zmian w obrębie danego gatunku. Neguje się makroewolucję, która głosi ewolucyjne przekształcanie się danego gatunku w inny. Często przyjmuje się, że np. Archaeopteryx jest dziwnym dziełem Boga, a nie ewolucyjną formą pośrednią, która łączy gady i ptaki. W kreacjonistycznych muzeach można zobaczyć ludzi pierwotnych żyjących razem z dinozaurami. Podobną wizję głosił niegdyś Maciej Giertych, który stwierdzał, że ludzie pamiętają dinozaury, a dowodem na ich wspólną koegzystencję jest legenda o Smoku Wawelskim. W mniemaniu niektórych zwolenników tej koncepcji liczne archeologiczne znaleziska, które przemawiają na korzyść teorii ewolucji, zostały celowo stworzone przez Boga, by przetestować niezłomność ludzkiej wiary w dosłownie rozumiane Słowo Boże. Taki kreacjonizm młodej Ziemi jest nie do pogodzenia z wiedzą współczesnej nauki i budzi spore obiekcje teologiczne (Bóg jako zwodziciel).

Inteligentny Projekt

Zwolennicy koncepcji IP przyjmują tezę o nieredukowalnej złożoności żywych organizmów. Owa złorzonośc (komórki, oka) nie może być wynikiem przypadkowych mutacji ewolucyjnych, lecz jest efektem bezpośredniej interwencji nadnaturalnego czynnika (Inteligentnego Projektanta). IP aspiruje do miana teorii naukowej, ale nią nie jest, ponieważ złorzonośc form życia wyjaśnia poprzez wprowadzenie czynnika, który nie poddaje się naukowej falsyfikacji. W ramach tej koncepcji Bóg staje się swoistym „łataczem dziur”, który pojawia się tam, gdzie w danym momencie wiedza naukowa nie potrafi podać zadowalającego wyjaśnienia. Jednakże, należy być ostrożnym, by nie mylić tego co w danym momencie nieznane z tym co absolutnie niepoznawalne. Czy Bóg stwarzając świat był tak nieporadny, że musi teraz ciągle interweniować i go naprawiać? A może mamy tu do czynienia z nową wersją klasycznej doktryny creatio continua (ciągłego stwarzania)?

Teizm ewolucjonistyczny

Spośród wymienianych tu propozycji teoretycznych, ta jest mi zdecydowanie najbliższa. Jej orędownikami są najwybitniejsi współcześni apologeci tacy jak Dinesh D’souza, Michael Novak, Francis S. Collins lub ks. Michał Heller. Zielone światło dla tej teorii dał także JPII stwierdzając, iż „nowe zdobycze nauki każą nam uznać, że teoria ewolucji jest czymś więcej niż hipotezą”. Teizm ewolucjonistyczny przyjmuje, że procesy ewolucyjne i działania doboru naturalnego, trwając bardzo długo, przyczyniły się do rozwoju różnorodności biologicznych form życia oraz ich złożoności. Bóg posłużył się ewolucją jako metodą swojego działania, dlatego nie ma potrzeby ingerowania w proces ewolucji organizmów. Człowiek jest najważniejszą częścią tego procesu i choć jest ściśle powiązany ze światem przyrody, to jako jedyny może starać się przezwyciężać swoje biologiczne determinanty. Ateizujący zwolennicy ewolucji często podkreślają, że gdyby cofnąć czas, to wszystko mogłoby się potoczyć inaczej i człowiek nie musiałby zając uprzywilejowanego miejsca w koronie stworzenia. Oczywiście, że mogło tak być, ale tak się nie stało i tego faktu się trzymajmy.

Do posłuchania: Luxtorpeda – Pies Darwina. Poniżej: bardzo dobra debata Dinesh D’souza vs Daniel Dennett, która dobrze pokazuje co się dzieje gdy uznanego naukowca wypuści się z jego laboratorium.

 

Ecce homo – Trzy historie Jezusa

ecce homo

Jezus ortodoksji

Wszechmocny Pantokrator, który wyrzekł się swojej mocy i do ostatnich chwil na krzyżu nie uległ pokusie jej odzyskania. Zwycięzca śmierci, którego demony zła nigdy nie przemogły. Początek rodzący się w ciemności i koniec przemieniający krnąbrne oblicze świata. Ten, który zstąpił do piekieł i nie uląkł się otchłani Gehenny. Święty Mocny, Święty i Nieśmiertelny. Antychryst jest Jego przeciwnikiem, ów duch, który zawsze przeczy. I rozdeptana będzie jego głowa, gdy ponownego przyjścia sądne nastąpią dni. On zaś zasiądzie po prawicy Boga i pokój zapanuje w mieście na wzgórzu. Nastanie Nowa Ziemia i Nowe Niebo, a w Nowym Jeruzalem trwać będzie weselna wieczerza.

Jezus postmoderny

Umierał w upokorzeniu, gdyż od zarania świata był bogiem słabym. Nie wyrzekł się swojej mocy, bo nigdy jej nie posiadał. Stał się człowiekiem w geście solidarności z cierpieniem ludzi. Nie odkupił ich win, jedynie wraz z nimi przeszedł ich Golgotę. W nagości swej bezmocy nie przemógł zła tego świata. Mocny jedynie siłą bezsilności, swym orężem uczynił przebaczenie, które ofiarowywał najgorszym grzesznikom, szpiclom i katom. Ryzykował i wystawiał się na niebezpieczeństwo. Gdyby tak nie czynił, to byłby podobny do celników i łotrów. On wiedział, iż tam gdzie rośnie niebezpieczeństwo, tam rozkwita nadzieja, że wydarzy się metanoia, przemiana serca.

Jezus rewolty

Nie Jezus, lecz Yeshua brzmi jego imię. Był przyjacielem dłużników, wykluczonych, wyklętych, prostytutek i queerów. Dekonstruował autorytarną literę Prawa w imię an-archicznej Sprawiedliwości. Jego królestwo było z tego świata. Ożywało na tej umęczonej ziemi, która nie miała już króla, bowiem wszyscy byli równi sobie. To on egzorcyzmował demony Rzymu, których imię brzmiało Legion. Upokorzył je przemieniając w świnie i przepędził za morze, tam skąd przybyły. Od tego czasu sprzedajni strażnicy Prawa i namiestnicy Imperium szukali sposobności by go pochwycić i skazać na śmierć.

Poniżej: Spiritual Front – Jesus Died in Las Vegas.

 

Mistyczne życie św. Tomasza z Akwinu

Św. Tomasz z Akwinu Eckhart mistyka i metafizyka

Raynalde, non possum!

Poranek 6 grudnia. Czas wspominania św. Mikołaja. Mszę odprawia Tomasz z Akwinu, wielki mistrz scholastyki. W trakcie mszy Akwinata doświadcza mistycznej wizji, po której porzuca swoją filozoficzną pracę i milknie. Swoje milczenie przerywa tylko po to, by skomentować Pieśń nad pieśniami, starotestamentowy poemat o miłości duszy do Boga (niestety tekst się nie zachował). Sekretarz wielkiego scholastyka uparcie prosi mistrza o kontynuowanie pracy ku chwale Boga i oświecenia świata. Św. Tomasz uparcie powtarza: „Reginaldzie, nie mogę! Nie mogę, ponieważ wszystko co napisałem, w porównaniu do tego co zostało mi objawione, wydaje się słomą”. Tu kończy się moc dyskursywnego rozumu. Rozpoczyna się proces przekroczenia metafizyki.

Scholastyczny pojedynek rozumu i intelektu.

Scholastyka jest filozofią chwalącą potęgę ludzkiego umysłu. Człowiek może (przynajmniej do pewnego stopnia) poznać i zrozumieć Boga. Dogmaty wiary można uzasadnić poprzez odwołanie się do racjonalnych argumentów. Rozum dyskursywny (ratio), to fundament budujący scholastyczną metafizykę. Intelekt (intellectus) pozwala na niezapośredniczone wniknięcie w istotę rzeczy i bezpośrednie doświadczenie istnienia (esse). Rozum dyskursywny w konfrontacji z intelektem doświadcza swoich poznawczych ograniczeń. Czy scholastyczna metafizyka jest Wittgensteinowską drabiną, którą trzeba odrzucić, by zwracając się ku światłu intelektu, utorować drogę mistyce? Mistyka i scholastyka nie są śmiertelnymi wrogami. Młody Heidegger był przekonany, że ukrytym podłożem scholastycznych systemów metafizycznych jest mistyczne życie duchowe. Św. Tomasz wyznaczył drogę ku przekroczeniu metafizyki. Ktoś inny musiał nią podarzyć.

Proszę Boga, by mnie uwolnił od Boga.

Co jeśli niezapośredniczone doświadczenie istnienia Boga nie jest przekroczeniem metafizyki? Może jest jej zwieńczeniem? Może intelekt wkłada sobie na głowę koronę metafizyki? Może trzeba wykonać jeszcze jeden radykalny krok? Następcą św. Tomasza na jego akademickiej katedrze został Mistrz Eckhart. To on musiał wykonać decydujący krok i skoczyć w boską otchłań. O Bogu możemy powiedzieć tylko tyle, że On jest i czym nie jest. Wszystkie święte imiona jakie nadaliśmy Bogu są tylko Jego powierzchnią. Za nimi skrywa się ukryta, niepoznawalna boska otchłań (Abgrund). Dusza w swoim odosobnieniu pozwala Bogu być (Gelassenheit/letting-be). Otwierając się na Jego tajemnicę, dusza rzuca się w intymne objęcia Boga. Prawdziwie transcendentnego Boga, który jest „Całkiem Innym” (Tout Autre/Wholly Other). Dusza prosi Boga, by ją uwolnił od Boga metafizyki, filozofii i rozumu.

PS: (1)Posługując się intelektem stajemy się podobni aniołom. Istoty anielskie nie poznają dyskursywnie, lecz na mocy bezpośredniego i całościowego wglądy w istotę rzeczy. (2) Sceptycy twierdzą, że za nagłe milczenie Akwinaty odpowiadał udar mózgu, a nie mistyczna wizja.

Do przeczytania: John D. Caputo – Heidegger and Aquinas. An Essay on Overcoming Metaphysics. Poniżej: Hans Zimmer – God Particle.